Po przejściach z opóźnionym lotem o około 3,5h dotarliśmy do Albanii! Loty Wizzairem za 77zł/os. w jedną stronę do Tirany z Wrocławia tylko z bagażem podręcznym kupiliśmy na początku stycznia 2023r. (w drugą stronę zapłaciliśmy tyle samo). Jesteśmy w trakcie ubiegania się o odszkodowanie za opóźniony lot, a po całej akcji na pewno damy Wam znać jak odzyskać pieniądze w takiej sytuacji.

Może to Was zaciekawi, ale z naszych obliczeń wynika, że tygodniowy pobyt w Albanii na naszą trójkę [2 dorosłych i roczne dziecko] nie przekroczył kwoty 4500zł! To zaskakujące, że w dzisiejszych czasach można wciąż mimo szalejących wszędzie cen pozwolić sobie na przystępny cenowo urlop i do tego mieć praktycznie gwarancję pogody, przepiękną przyrodę na wyciągnięcie ręki, pyszną kuchnię, przemiłych ludzi, piękne turkusowe morze, góry i znacznie więcej! Albania jest dzika, zniewalająca krajobrazowo, gościnna [ludzie są niesamowicie pomocni i ciepli], smaczna [z wpływami greckimi, tureckimi i włoskimi], mało odkryta, nieokrzesana, i taka w tym wszystkim prawdziwa, że autentycznie skradła nasze serca!!! Nieeuropejska dzikość, nieskażenie turystyką, nawet jedzenie, które po prostu smakuje tak jak powinno smakować (ostatnio tak swojskiego jedzenia próbowaliśmy w Gruzji 10 lat temu: pomidor ma smak pomidora, ogórki czy truskawki to smak dzieciństwa czy nawet pomarańcze prosto z drzewa to słodycz nie do opisania), poza tym sporo miejsc nieodkrytych, plaże z turkusem wody do złudzenia przypominającym ten na Malediwach, dzikie góry, piękne zabytkowe miasta jak np. Berat czy Gjirokastra.. Nie każdemu może albańska “dzikość” i odmienność odpowiadać, zwłaszcza patrząc na to, co się dzieje na drodze: albański styl jazdy wymaga podwyższonego stanu uważności, a jak zbliżacie się do ronda, to w myśl: ”ahoj przygodo!” jakoś przebrniecie 😀 Warto przestawić również myślenie i na chwilę zapomnieć, że się jest w Europie, bo tam są zupełnie inne zasady. Preferuje się płatność gotówką i wciąż w wielu miejscach nawet na stacjach benzynowych nie zapłacicie kartą,  natomiast przyjmuje się nie tylko płatności w lokalnej walucie LEK, ale również w EUR. Pamiętajmy też, że Albania nie jest jeszcze w Unii, co oznacza, że za połączenia i Internet w telefonie zapłacimy dużo więcej. Poniżej w naszym wpisie oprócz szczegółowego 7-dniowego planu i ”polecajek” znajdziecie wszelkie porady ułatwiające Waszą podróż po tym kraju.

KOSZTY TYGODNIOWEGO POBYTU W ALBANII

Na nasze bilety lotnicze za 77zł/os. w każdą stronę na trasie Wrocław-Tirana natrafiliśmy przypadkiem na początku stycznia na stronie Wizzair’a. Wiadomo było, że trzeba je łapać zanim cena poszybuje do góry. Jak dokupywaliśmy bilety dla 2 pozostałych osób po tym czasie to już kosztowały minimum 2 razy więcej, a po tej transakcji – aż 3 razy więcej! Na zdjęciu poniżej macie wszystko to, co zabieramy ze sobą w podróż tylko w bagażach podręcznych. Organizery na ubrania to dla mnie podstawa, żeby dobrze się spakować.
Co do reszty kosztów naszego 7-dniowego pobytu w Albanii w kwietniu 2023r.:
1. Wypożyczenie samochodu na naszą 5tkę (wliczając 15-miesięcznego Dżuniora i dziadków) wyszło 38€ na dzień (wyższy standard). Samochód wypożyczaliśmy u Polaka, Roberta, który od kilkunastu lat mieszka w Albanii i ma wypożyczalnię niedaleko lotniska w Tiranie. Plusem jest fakt, że nie blokuje żadnej kwoty na karcie, a cena zawiera full ubezpieczenie i darmowy fotelik dla dziecka, i mało tego przed przylotem nie pobiera się od Was żadnej kwoty za rezerwację. Jeśli chcecie zdobyć kontakt do Roberta, to napiszcie do nas na facebooku [do @KuukandTravel ]. Możecie też napisać do nas przez formularz na tej stronie. Za benzynę w Albanii zapłacicie 7-8zł/1l, czyli tak jak w Polsce.
2. Noclegi można dorwać nawet od 30zł/os., ale wiadomo – standard wtedy macie marny. Pierwsze 2 noce spędziliśmy we Vlore, gdzie dotarliśmy po opóźnionym locie dopiero około 1:00 w nocy. Fajny hotel 4**** istniejący dopiero 2 lata był bardzo przyjemny i nie kosztował fortuny- wręcz przeciwnie: 160zł/os/noc , w czym było też: śniadanie, sauna, hammam, pokój Deluxe z widokiem na morze i basen na dachu. Pozostałe noce spędziliśmy nie tylko w hotelach, ale również w guesthouse’ach u miejscowych, gdzie mogliśmy spróbować ich świeżych wyrobów oraz trunków:) Najtaniej nocleg wyniósł nas 70zł/os., a najdrożej we wspomnianym hotelu **** 160zł/os. Każda z wymienionych opcji miała śniadanie wliczone w cenę. Listę wszystkich noclegów znajdziecie na końcu tego wpisu.
3. Jedzenie w restauracjach to mniej więcej polskie ceny ”przedinflacyjne”: są dania od 20zł wzwyż, ale już za pyszną lokalną jagnięcinę trzeba dać więcej (około 40zł), natomiast porcje mięsa na talerzu są naprawdę duże. Z kolei w barach z kebabem zapłacicie od 7-8zł wzwyż. Piwo w restauracjach to koszt 8zł, wino 0,5l w karafce kosztuje około 20zł, Moussaka – od 16zł, sałatka Cezar – od 14zł, stek po beracku – 28zł, spory talerz sosu Tzatziki – 8zł, talerz małż – 28zł, świeża smażona/grillowana ryba z dodatkami – ok. 30-40zł. Listę polecanych przez nas miejsc z jedzeniem znajdziecie na końcu tego wpisu, a na obszerny wpis z lokalną kuchnią musicie jeszcze trochę poczekać:)
4. Ceny za atrakcje są naprawdę OK: zazwyczaj wstępy do zamków kosztowały 400LEK [16zł], wiele miejsc zwiedza się również za darmo [Kanioni i Holtes, okolice twierdzy w Beracie, kanion i plaża w Gjipe, wyspa Zvernec], a najdrożej zapłacicie za jedyną w Albanii kolejkę gondolową prowadzącą na górę Dajti, bo 12EUR/os. w obie strony [dobra wiadomość dla podróżujących z psami: pieski są dopuszczane do gondoli i ”płacą” 5EUR]. W kwestii parkingów jedyne 3 parkingi, za które zapłaciliśmy to jeden w centrum Tirany, drugi we wiosce Kruja, a 3ci w klimatycznej Gjirokastrze, i nie były to jakieś straszne kwoty [ na ten moment pamiętamy, że za dobę w Gjirokastrze zapłaciliśmy 5EUR]. Reszta parkingów była darmowa [mowa o kwietniu 2023r.].
5. Ceny w sklepach wydają się być podobne jak w Polsce choć to zależy od rodzaju produktów: wino jest jednak droższe, bo butelka kosztuje od 35/40zł wzwyż, ale np. lokalne owoce są tańsze, tak samo chleb, a świeże soki na mieście o większej pojemności to koszt około 7-8zł [to cena z Tirany z najbardziej znanego miejskiego targu]:)
6. Produkty dla małych dzieci [pieluchy, mokre chusteczki, słoiczki z jedzeniem, maści, mleko modyfikowane, kaszki, itd.] są minimalnie droższe bądź cenowo analogiczne jak w Polsce. W dużych miastach takich jak np. Vlore możecie zaopatrzyć się w wiele produktów z Rossmann’a, a w pozostałych jak np. Berat można wiele rzeczy kupić w dobrze wyposażonych aptekach [w Ksamilu w zwyczajnym sklepie spożywczym też było sporo produktów dziecięcych].  
7. Karta z Internetem – tak naprawdę jej nie potrzebowaliśmy, gdyż funkcję GPSa spełniała aplikacja maps.me, która działa offline pod warunkiem, że pobierzecie sobie wcześniej przy dostępie do Internetu mapę danego kraju. Natomiast wszędzie w hotelach i guesthouse’ach mieliśmy bardzo dobry dostęp do Wi-Fi.
8. Ubezpieczenie podróżne – zawsze korzystamy ze strony www.kioskpolis.pl, na której wyszukujemy najdogodniejszą dla siebie opcję ubezpieczenia podróżnego. Za naszą 5tkę zapłaciliśmy 200zł.

PLAN NA 7-DNIOWĄ ALBANIĘ Z DZIECKIEM

Poniżej nasz niedawno zrealizowany plan na 7-dniowy pobyt w Albanii. Nie znajdziecie tutaj relacji z górskich terenów na północ od Tirany, gdyż w tym okresie, kiedy byliśmy w Albanii sypał tam jeszcze śnieg, a my uciekaliśmy z Polski przecież do ciepełka:) Poniżej za to macie aż 13 propozycji fajnych miejsc: i tych pięknych przyrodniczo, jak i tych zabytkowych, czy też innych chilloutowych:) W zasadzie w każdym dniu byliśmy gdzie indziej: 2 pierwsze noclegi spędziliśmy we Vlore, a potem kolejne w różnych miejscach.

DZIEŃ I – VLORE [WLORA] + WYSPA ZVERNEC 

W pierwszym dniu pogoda nas zbytnio nie rozpieszczała. Do południa było pięknie, więc wykorzystaliśmy ten czas, żeby odwiedzić wyspę Zvernec będącą niegdyś więzieniem dla umysłowo chorych. W czasach komunistycznych wyspa była zaś miejscem zesłania więźniów politycznych. Na miejscu można zwiedzić Monastyr Maryi Panny w stylu bizantyjskim, a na wyspę prowadzi urocza piesza kładka:) Można podglądać flamingi w niewielkiej odległości. Samo miejsce jest niewielkie i spokojne. Auto zaparkujecie wzdłuż drogi, a za wstęp nic nie płacicie.

W drugiej połowie dnia dopadła nas deszczowa aura, ale koniecznie chcieliśmy zobaczyć główne punkty Vlore. Miasto z góry można zobaczyć kierując się na najwyższy jego punkt, czyli Kuzum Baba. Znajduje się tam restauracja z ogromnym tarasem widokowym oraz sanktuarium muzułmańskiego odłamu bektaszytów z grobem Kuzum Baby [sułtana Alego Sejjida]. Droga na górę jest dość wąska i kręta, ale do zniesienia. Miniecie gdzieniegdzie rozpadające się domostwa – kontrasty serwowane przez rzeczywistość albańską to jedna z charakterystycznych cech tego kraju. We Vlore warto się też przejść długą promenadą zwłaszcza o zachodzie słońca, albo podziwiać zachód słońca z dachu Hotelu Ames**** , gdzie macie basen i bar do dyspozycji i przepiękne widoki:)

Jeśli chodzi o jedzenie we Vlore nie trafiliśmy zbyt dobrze. Poszliśmy jeść do tawerny, ale jedzenie nie było zbyt świeże, natomiast udało nam się spróbować lokalnego specjału czyli głowy jagnięcej:) Mięsa na niej wiele nie było, ale trzeba przyznać, że było całkiem niezłe w smaku i przypominało wątróbkę.

DZIEŃ II   – ORIKUM + PRZEŁĘCZ LLOGARA + DHERMI + GJIPE  CANYON & BEACH + HIMARE

Kolejnego dnia po bardzo dobrym śniadaniu w hotelu we Vlore kierowaliśmy się w kierunku Himare. Po drodze spotkaliśmy się przy kawce na plaży z Robertem, Polakiem mieszkającym w Orikum. Na plaży Dżunior uciął sobie drzemkę, potem jeszcze skorzystaliśmy z fajnej huśtawki i powoli wyruszyliśmy w kierunku Dhermi, Gjipe i Himare.

Po drodze mieliśmy okazję przejeżdżać przez Przełęcz Llogara – przepiękną widokowo trasę samochodową, gdzie z jednej strony macie ośnieżone szczyty gór, a z drugiej przepiękne plaże oblane turkusową wodą. Zaraz za hotelem Panorama zaczyna się najciekawszy odcinek drogi z kapitalnymi widokami:)

A potem jadąc dalej macie okazję zobaczyć przepiękne miasteczko Dhermi z fajną lokalną białą zabudową. W miasteczku było bardzo spokojnie w tym okresie, ale funkcjonowała jedna knajpka z fajnym klimatem, ale po drodze do Himare również znajdziecie kilka fajnych knajpek z tarasem i widokiem na wybrzeże – z tym, że w tamtym okresie jak coś było otwarte, to tylko, żeby zamówić coś do picia, a nie jedzenie.
Dlatego tak naprawdę dobrze to my dopiero zjedliśmy w pobliżu Himare w naszym miejscu noclegowym [i to jest absolutny gastronomiczny hit w okolicy!]: Aphrodite Garden Rooms & Apartments. Miejsce to jest prowadzone przez przesympatyczną grecką parę, która dba o każdy drobny szczegół, a śniadania i kolacje w ich wydaniu to prawdziwa uczta dla podniebienia! Minusem może być fakt, że są oddaleni od centrum Himare o 3km, ale dla nas śpiących na miejscu i przede wszystkim zmotoryzowanych nie miało to żadnego znaczenia. Poza tym jest to zaciszne miejsce z przepięknym widokiem na zatokę plaży Livadhit i można zarezerwować sobie pokój z widokiem na morze właśnie:) Owoce morza i ryby przygotowane przez Greczynkę to autentyczny sztos, a do tego pani sama robi dżemy, ciasta i soki na śniadanie, a jej mąż poczęstował nas lokalnym raki również przez siebie samego zrobionym:)
Zanim jednak dotarliśmy do naszego miejsca noclegowego musieliśmy jeszcze zobaczyć jedno miejsce – kanion i plażę Gjipe! Żeby dojść do plaży potrzeba mniej więcej 30 minut lekkiego trekkingu. Auto zostawiliśmy najbliżej szlaku na plażę. Po drodze okazało się, że kanion ma kilka fajnych punktów widokowych, w tym jeden metalowy wystający konkretnie w jego głąb. Po zejściu na plażę wiało strasznie. Na miejscu jest camping i niewielka powierzchnia zagospodarowana, o czym nie wiedzieliśmy wcześniej myśląc, że ta plaża jest całkowicie dzika, ale tak czy siak ma swój niesamowity urok. Dla dziecka wzięliśmy oczywiście nosidło na szlak. W wielu miejscach szlak jest bardziej stromy, ale to też pozwala go w miarę szybko pokonać. Z powrotem do samochodu trzeba już niestety cały czas piąć się w górę, ale nie zajmie to Wam więcej niż 40minut, bo nie będziecie się zatrzymywać już przy punktach widokowych.

Po dotarciu do Himare byliśmy zaskoczeni jak spokojne było to miasteczko. Oczywiście kilka knajpek na krzyż było otwartych z racji okresu poza sezonem. W Himare macie zamek do zwiedzenia. My jednak ze względu na inny zamek w planie kolejnego dnia i chęć szybkiego dojazdu do Ksamilu na błogi wypoczynek odpuściliśmy sobie ten zamek.

DZIEŃ III  – PORTO PALERMO I KSAMIL [dodatkowa opcja: Butrint National Park]

Porto Palermo jest położone niedaleko Himare, z którego w 1h15min dojedziecie do Ksamilu:) Pojechaliśmy tam zaraz po przepysznym śniadaniu u naszych gospodarzy, od których również dostaliśmy dżem z lokalnych cytryn w prezencie:)
W samym Porto Palermo zwiedziliśmy ruiny zamku z przepięknym widokiem na jedną z zatok Morza Jońskiego [Bay of Porto Palermo].
Zamek został wybudowany w 1804 roku przez Ali Pashę Tepelena z pomocą francuskich inżynierów wojskowych. Jedna z legend mówi, że Pasha pozabijał inżynierów zaraz po tym jak wybudowano zamek. Wyspa, na której niegdyś był usytuowany zamek była odizolowana od reszty lądu, aktualnie cienki przesmyk lądu z kamyczkami łączy ją z resztą albańskiej ziemi.

Na parterze zamku znajdowało się kiedyś więzienie, które również w jakiejś części pełniło funkcję schronienia dla jednostek wojskowych w trakcie i po II WŚ.

Do Ksamilu dotarliśmy całkiem szybko. Nocleg mieliśmy zarezerwowany dzień wcześniej i nie było na miejscu zbytniego wyboru w tym okresie. Spaliśmy w samym centrum w Hotelu Joni Premium****, z którego mieliśmy 400-500m pieszo do najpiękniejszych małych zatoczek z urokliwymi plażami. Tego dnia wiało bardzo mocno, ale znaleźliśmy dla siebie miejsce na Bora Bora Beach, gdzie nie dało się tak bardzo odczuć silnego wiatru. Opanowało nas błogie lenistwo i już nie odwiedziliśmy parku narodowego Butrint ze stanowiskiem archeologicznym  wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO od 1992r.

DZIEŃ IV  – KSAMIL + GJIROKASTRA [dodatkowa opcja po drodze: Blue Eye (Syri Kalter)]

O Ksamilu trochę się naczytaliśmy. Zebrał niechlubne opinie głównie podczas wysokiego sezonu [lipiec/sierpień] ze względu na autentyczny tłok i fakt, że to najdroższe miejsce na albańskim wybrzeżu. Plaże na miejscu to malutkie klimatyczne zatoczki oblane turkusową wodą. Poza sezonem są niemal puste i można poczuć się jakby się je miało na wyłączność! Poza tym nie ma zagracających leżaków [koszt w sezonie za parasol z 2 leżakami to 1000LEK czyli około 40zł].

Widać też, że Ksamil się coraz bardziej zabudowuje, hotele aktualnie przygotowują się też na sezon. Większość jest jeszcze pozamykana, dlatego jest tam aktualnie bardzo spokojnie. Jedna z knajpek przy plaży, w której jedliśmy otwarła się ponownie w tym roku dzień przed naszym przyjazdem! Zjedliśmy tam przepyszne świeże owoce morza i ryby. Mowa tutaj o Beach Bar Restorant Rilinda. A tak poza nią to niewiele było w ogóle otwartych miejsc.

Z Ksamilu macie 45 min autem do błękitnego lazurowego oczka zwanego Blue Eye i tylko 1h30min do uroczego zabytkowego miasta jakim jest Gjirokastra. My pół dnia spędziliśmy na jednej z plaż Ksamilu łapiąc promienie słoneczne i o dziwo lekko się przypalając przy przyjemnych 22 stopniach C! Na miejscu jest możliwość podpłynięcia na deskach na pobliskie wyspy lub skorzystania z taksówek wodnych.

Do Gjirokastry dotarliśmy w drugiej połowie dnia, a że mieliśmy nocleg w samym centrum starego miasta na wąskiej uliczce wyłączonej z ruchu samochodów to, żeby dostać się do najbliższego dostępnego parkingu trzeba było się nieźle nagimnastykować i mieć nerwy ze stali, bo miejscami nie dało się minąć z jadącym na przeciwko samochodem, a my byliśmy na gorszej pozycji jadąc stromo pod górę. Wiele osób w takiej sytuacji parkuje ”na dole” w nowym centrum miasta i idzie pod górę, ale my jednak zaryzykowaliśmy i uważamy, że jak przeżyjecie wyjazd, to zjazd tym bardziej:)

Gjirokastra wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO od 2005 r. przywitała nas niesamowitym klimatem lokalnej mieściny zwłaszcza w okolicy Starego Bazaru, gdzie można rozkoszować się spacerem urokliwymi uliczkami. Miasto było bardzo zadbane przez okres komunistyczny, ponieważ to właśnie stąd pochodził znany albański dyktator – Enver Hohxa. W Gjirokastrze urodził się także najsłynniejszy albański pisarz Ismail Kadare. Ze względu na nietypowe zabudowanie Gjirokastrę nazywa się „miastem tysiąca schodów”, czasami też „miastem srebrnych dachów”. Nad miastem znajduje się twierdza. Wstęp kosztuje 400LEK czyli około 16zł. My pocałowaliśmy klamkę, a kolejnego dnia dorwała nas ulewa, więc nici ze zwiedzania twierdzy – ruszyliśmy w kierunku słonecznego Beratu. Za to w Gjirokastrze nakosztowaliśmy się lokalnej kuchni w restauracji Vojsava od faszerowanych papryczek, bakłażana, lokalnych ”gołąbków” zawiniętych w liście winogron, byrka w cieście po moussakę i baclavę. Nocowaliśmy w Medieval Rooms. Pokoje znajdują się zaraz przy jednej z brukowanych uliczek Starego Miasta – klimat jest niesamowity! Apartament z 2 oddzielnymi pokojami był na naszą wyłączność i wchodziło się do niego od razu z uliczki.

DZIEŃ V – BERAT

Tego dnia dojechaliśmy do kolejnego miasta-muzeum zwanego Berat.A To zabytkowe miasto zostało wpisane w 2008r. na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i jest nazywane miastem 1000 okien:)
CO WARTO ROBIĆ W BERACIE?
1)zamiast w hotelu przespać się w jednym z zabytkowym domków u gospodarzy. My spaliśmy w dzielnicy Mangalem w Timo’s Guesthouse poleconym nam przez Olę z Opowieści z Podróży . Okna naszych pokoi miały widok na przepiękną dzielnicę Gorica. Śniadanie jedliśmy na tarasie z małym ogródkiem również z widokiem na zabytkowy Berat. Pierwszy raz też jedliśmy pomarańcze prosto z ogrodowego drzewa i nigdy nie zapomnimy tego smaku przypominającego nieco słodycz mandarynki.
Mało tego gospodarze przywitali nas własnoręcznie robionymi wyrobami: deserem z pomarańczy i pigwy z ogrodu jak i mocną RAKI [robioną z wytłoczyn winogron] oraz likierem z czereśni.
2)Warto podejść szlakiem do twierdzy położonej nad miastem. Stamtąd rozciąga się fantastyczny widok na dzielnicę Gorica, rzekę Osum i 2 pasma górskie: Tomori z wysokością 2379m npm oraz pofalowaną górę Shpiraga o wysokości 1218m npm. 
3)Berat przy leniwym spacerze ze stopem na pyszne jedzenie to świetna sprawa. Przepysznej jagnięciny oraz steak’a w stylu lokalnym – po beracku [z serem i orzechami] próbowaliśmy w knajpie: Friendly House.
4)Spacerując wieczorem wąskimi uliczkami Goricy w kierunku głównej cerkwi akurat natrafiliśmy na procesję ludzi wychodzących z zapalonymi świecami podczas prawosławnej Wielkanocy [lokalnie: Pashkët ]. Całość wyglądała magicznie, podobnie jak dzielnica Mangalem w nocy widziana właśnie z dzielnicy Gorica.
5)Spacer bulwarem Republika to już zupełnie inny klimat – zdecydowanie nowoczesny. Zabytkowe dzielnice: Mangalem i Gorica zdecydowanie bardziej nam się podobały.
6)W Beracie widać różnorodność kulturowo-religijną Albanii. W jednym mieście w bliskiej odległości napotkacie meczety i cerkwie oraz wzajemnie szanujących się ludzi różnych wyznań. Cerkiew św. Michała Archanioła jest położona w przepięknym miejscu na szlaku w drodze na twierdzę zamkową, Meczet Kawalerów jest wciśnięty w zabytkową dzielnicę Beratu, a Katedra św. Dymitra bardziej nowoczesna i położona w nowocześniejszej części miasta to też zupełnie inny klimat.

DZIEŃ VI  – KANIONI I HOLTES + TIRANA

Tego dnia odwiedziliśmy naprawdę wyjątkowe miejsce: Kanioni I Holtes [Kanion Holta], który niebawem może się stać już bardzo turystycznym miejscem, dlatego warto się pospieszyć by móc go podziwiać samotnie w pełnej okazałości.
Najbardziej znanym i największym kanionem w Albanii jest Kanion Osum, który  mimo piękna jednak pominęliśmy decydując się na mniej znaną opcję. Kanion Holta jest po prostu magiczny. Wchodząc do kanionu najpierw trzeba się przeprawić przez lodowatą wodę sięgającą do ud, a potem zbliżacie się stopniowo do małych źródeł z cieplejszą wodą, a w powietrzu czuć zapach siarki. Idąc dalej trzeba już zanurzyć klatkę piersiową. Kolor wody i struktura formacji skalnych zapierają dech w piersiach i wcale nie trzeba iść nie wiadomo jak daleko, by podziwiać piękno kanionu.
Podczas naszego tygodniowego tripa po Albanii przejechaliśmy niemal 900km i wszędzie używaliśmy mapy offline maps.me. Tego kanionu nie było tam zaznaczonego, zresztą ostatni odcinek do kanionu [jakieś 5km] prowadzi szutrową drogą, ale już porobiono oznakowania na drodze i z wioski Liras, na którą ustawiliśmy mapę spokojnie dojechaliśmy na miejsce kierując się za znakami.
Po kąpieli w kanionie i zabawie z kamieniami Dżuniora kierowaliśmy się na Tiranę. Stolicę Albanii zwiedziliśmy tego dnia pod wieczór. Byliśmy zaskoczeni tym jak czysto i schludnie prezentuje się centrum miasta, a spacer na głównym placu i uliczkami miasta uświadomił nam, że nasze wyobrażenie brudnej i nieciekawej stolicy było niesłuszne. Warto przejść się na główny targ miasta Pazari I Ri, gdzie możecie w jednym miejscu zjeść różności. Dominuje lokalny streetfood, ale są też knajpki, które zapełniają się wieczorem gośćmi.

DZIEŃ VII – DAJTI MOUNTAIN + KRUJE

Tego dnia mieliśmy już wylot, więc pozostał czas do godz. 16:00, a pogoda zaczęła się wyraźnie psuć. Na szczęście skorzystaliśmy jeszcze z wyjazdu kolejką gondolową Dajti Express na górę Dajti (1613m npm) /wyjazd zajmuje 15 minut/ z pięknym widokiem na stolicę. Koszt to 12EUR  w obie strony od osoby [dorośli i dzieci powyżej 12 roku życia].

Resztę wolnego czasu spędziliśmy na Starym Bazarze we wiosce Kruja/Kruje, gdzie kupiliśmy pamiątki do domu i dla rodziny. Tam też zjedliśmy jedną z lepszych jagnięcin podczas tego wyjazdu, ale trzeba pamiętać, że knajpki położone w ścisłym centrum starego Kruje pomiędzy bazarem a zamkiem mocno kantują turystów. Często dania, które reklamują mają inną cenę na wywieszce przed restauracją, a jeszcze inną w karcie menu. Tak miało być też z restauracją Eli, gdzie my poszliśmy, ale nas żadne nieprzyjemności nie spotkały, a jedzenie dostaliśmy smaczne i w ogromnych porcjach:)

REKOMENDACJE NOCLEGÓW

VLORE: Ames Hotel&Spa****

HIMARE: Aphrodite Garden Rooms & Apartments

KSAMIL: Hotel Joni Premium*****

GJIROKASTRA: Medieval Rooms

BERAT: Timo’s Guesthouse [właściciele przygotowali dla nas poczęstunek w postaci deserów własnoręcznie przygotowanych oraz własnoręcznie pędzonych alkoholowych trunków:)]

W Tiranie nie polecamy White Crown Hotel****: 2 razy chcieli nam wcisnąć nieposprzątane pokoje, a śniadanie było bardzo kiepskie i gdybyśmy nie poprosili o coś ciepłego do picia, to nikt by nawet nam nic nie zaproponował – to jest w ogóle nie do pomyślenia, żeby takie sytuacje miały miejsce, a  tym bardziej w 4-gwiadkowym hotelu…

REKOMENDACJE KNAJP I RESTAURACJI

VLORE: nie trafiliśmy dobrze, więc niestety nie mamy nic do polecenia

HIMARE: Aphrodite Garden Rooms & Apartments: restauracja u właścicieli Greków, którą poza sezonem otwierają od 19:00 do 22:00. Na miejscu zjecie przepyszne owoce morza, ryby, makarony, tradycyjne dania na tarasie z kapitalnym widokiem na zatokę. Polecamy tu nocować i skosztować naprawdę wyśmienitego śniadania.

KSAMIL: Beach Bar & Restorant Rilinda: serwują przepyszne małże, sałatki, ryby; Kuduk też skosztował zupy rybnej.

GJIROKASTRA: Bar Restorant Vojsava, gdzie skosztowaliśmy dań tradycyjnej albańskiej kuchni w przystępnych cenach.

BERAT: Timo’s Guesthouse: super śniadania [tylko dla gości, więc polecamy tu nocować]; Friendly House z tradycyjną albańską kuchnią, gdzie m.in. skosztowaliśmy lokalnego specjału czyli oprócz jagnięciny steka po beracku [w serem i orzechami].

TIRANA: przekąski i różne specjały na targu Pazari I Ri.

KRUJE: Bar Restorant Eli i Taverna E Vjeter [jedzenie pyszne tylko pilnujcie rachunku, bo w miasteczku potrafią oszukiwać turystów na rachunkach].

PODSUMOWANIE

Mamy nadzieję, że Albania również i Was zaskoczy pozytywnie i będziecie czerpali garściami z pobytu w tym fascynującym i jeszcze nie tak zadeptanym turystycznie kraju.  My na pewno wrócimy dla gór na północy Tirany: tam najlepiej jechać w sezonie ze względu na przyjemniejsze temeratury. Zdecydowanie wtedy należy nie pomijać: jeziora Komani, wioski Theth czy jeziora Bovilla. Dajcie znać w komentarzach czy ten wpis był dla Was użyteczny i co dodalibyście do naszej listy ciekawych miejsc do odwiedzenia w Albanii:)

 

 

 

 

 

 

 

4 Replies to “ALBANIA W 7 DNI Z DZIECKIEM”

  1. Kasia, super wpis, dużo praktycznych rad, dzięki za Twój poświecony czas! Byliśmy na świeta wielkanocne w Czarnogórze i korzystaliśmy m.in. z Waszych wpisów, więc ten też zapisuję na przyszłość, bo Albania kusi mnie bardzo 🙂 W ogóle niesamowite, że mieliście tak piękną pogodę, my w Czarnogórze (chyba kilka dni przed Wami) musieliśmy modyfikować nasz plan zwiedzania, bo część dróg na północy była kompletnie nieprzejezdna przez zalegający śnieg! Więc super Wam sie trafiło i nawet plażowanie było, więc mega!

    1. Dzięki, Olu:) Takie słowa zawsze motywują:) Trochę się nad tym wpisem napracowałam:) My z Albanią też mieliśmy zmianę planu niemal na ostatnią chwilę, ale w zasadzie to była kwestia kolejności, bo pogoda była w kratkę, ale fakt: trochę szczęścia też mieliśmy:) Musimy wrócić w cieplejszym okresie, żeby ruszyć na północ od Tirany:), bo tam, gdzie chcieliśmy jechać też zalegał jeszcze śnieg… Pozdrawiamy cieplutko:)

      1. Switny wpis! Pokaze mężowi zeby go przekonać do podrozy w srodku kwietnia:-)
        Planujemy jechac z czworka dzieci do 6rz, wiec na pewno nie będzie tak intensywnie, ale super inspiracje i polecenia:-)
        Czy warto lecieć w kwietniu, żeby pobyc wiekszy czas nad plaża w Golem, ewentualnie coś pozwiedzać, czy lepiej sobie z czworka dzieci odpuścić?

        1. Czesc Magda! Akurat na plaży w Golem nie bylismy, ale z tego co pamiętam, to w kwietniu może być bardzo w kratkę z pogodą, więc fajnie by było jakies aktywnosci wpleść do planu podrozy w razie np. deszczu:) Nie mamy doświadczenia z 4ką dzieci, ale znamy osoby, które tak podróżują – może warto spróbować?:) trzymamy mocno kciuki:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *