Odwiedzając północ Wietnamu warto zatrzymać się na chwilę w jednym z miejsc, które oczarują nas swoim niepowtarzalnym ‘’klimatem’’. Górzyste chłodniejsze tereny z polami ryżowymi czy to najbardziej znana Sapa, czy Ba Be i inne w okolicy pozwalają na ucieczkę od zatłoczonych miast i poznanie trochę lokalnej kultury, obyczajów, zwiedzenie małych wiosek, bycie częścią tego malowniczego świata! W hotelach nie używa się ogrzewania, ale będzie na Was czekało łóżko z podgrzewanym materacem, więc dupsko Wam nie zmarznie! A za nocleg zapłacicie 37zł za 2-osobowy pokój prywatny 🙂

16113105_1863080327282138_6100522320374637270_o

My dojechaliśmy do Sapa najpierw jadąc pociągiem z Hanoi do Lao Cai, a potem autobusem do celu. Jako, że w pociągu zostały już tylko łóżka wyższej klasy, za które musieliśmy zapłacić 70 zl/głowę takie też wykupiliśmy, ale trzeba przyznać, że dawno nie spaliśmy na takim wypasie 😛 Do tego mieliśmy szczęście, że w naszej kabinie 4-osobowej nikogo już więcej nie było! Elegancka pościel, zasłony w oknach, przekąski i woda do picia, poduszki z wyszywaną złotymi nićmi nazwą firmy i miękkie łóżka – to wszystko robiło niezłe wrażenie, i szczerze mówiąc nie jesteśmy pewni czy w Polsce za taką cenę można skorzystać z tak luksusowego przedziału w pociągach.

20170118_210008

16467149_1293960123976818_763790332_n

A oto jak wygląda najlepszej klasy 2-osobowy przedział:

16466997_1293960127310151_216910267_n

Podróż trwała 8h, wyruszyliśmy około 22:00, a z Lao Cai za 40.000 dongów/7-8zł w godzinę zajechaliśmy do Sapa.

Tam spaliśmy w w Sapa Rose Hotel położonym w samym centrum. Pokój mieliśmy naprawdę ogromny, a materace podgrzewane zdecydowanie umiliły pobyt tam. W hotelu było strasznie zimno, w ciągu dnia, kiedy temperatura na zewnątrz dochodziła czasem do 22 stopni ciężko było wytrzymać w oziębłych murach hotelu (może było tam 14-15 stopni), w nocy mogło być nawet chłodniej, więc taki materac to był luksus.

P1220075

Sapa i okolice jak najbardziej można zwiedzać motorem, i dojechać nim do miejsc z przepięknymi tarasami ryżowymi, natomiast na trasie Lao Chai – Ta Van w późniejszym jej etapie nie ma możliwości poruszania się czy to rowerem czy motorem, idziecie przez busz, aż do wodospadu, a szczerze – trasa później już nie jest oznakowana, więc lepiej zastanowić się nad przewodnikiem. My za 15-16USD załapaliśmy się na pół-dniowy trekking z transportem, lunchem i lokalną przewodniczką:

P1210970

Dowiedzieliśmy się dużo na temat życia ludzi z plemienia Hmongów i widzieliśmy również wnętrze chatek, w których mieszkają. Najczęściej rodziny mają po 4 dzieci i cała taka rodzina jest ściśnięta w jednym pokoju sypialnianym śpiąc na ‘’podniesieniu’’ czy tez na ziemi. Poza tym wchodzi się najpierw do sporej izby, gdzie jest wszystko i nic, kuchnia z paleniskiem, telewizor gdzieś w kącie i cały dobytek.

P1220030 P1220028

P1220032

P1220031

P1220027  W Sapa wyraźnie widać kobiety pracujące na ulicach. Mężczyzn mało się spotyka. To kobieta jest głównym żywicielem rodziny, wychodzi do ludzi, sprzedaje owoce czy tkaniny na targu, oprowadza wycieczki, bo szybciej załapie język niż mężczyzna i jest bardziej otwarta. Mężczyźni są raczej nieśmiali, wolą domowe ognisko, a sami zajmują się hodowlą świni, wypasaniem bydła, przygotowaniem posiłku dla dzieci, pracą w polu. Z tym, że jak kobieta wraca umordowana po całym dniu do domu, to sama też idzie do pola, zajmuje się dziećmi, przygotowuje kolację, a rano jak się uda i wstanie o 4:00 jeszcze przed wyjściem na miasto dzierga jakąś tkaninę, którą może uda jej się sprzedać tego samego dnia. Jeśli w rodzinie jest więcej niż 2 dzieci, starsze rodzeństwo musi nosić na plecach młodsze i pomagać matce w sprzedaży, co oznacza, że musi przerwać szkołę i prawdopodobnie już nie będzie mogło jej kontynuować w przyszłości. Najczęściej właśnie małe dzieci zaczepiają turystów już zdolne wypowiedzieć kilka słów po angielsku i próbują sprzedać wydziergane kolorowe bransoletki.. Matka sama wychodzi już z 10-miesięcznym dzieckiem do pracy na miasto i dźwiga je na plecach, jak robi w polu, w sklepie, gdziekolwiek, to dziecko cały czas jest wisi u niej na plecach. I najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że te dzieci są strasznie grzeczne, nie marudzą ani narzekają mimo, że nawet nie zakłada się niektórym skarpetek na stópki w temperaturze 14 stopni… O te dzieciaki na zdjęciach poniżej akurat się pod tym względem zatroszczono.

20170119_194817 20170120_134718 P1210973

Edukacja podstawowa jest bezpłatna i w Sapa znajdują się szkoły, do których uczęszczają lokalne dzieci, natomiast trzeba opłacać High School, która jest najbliżej w Lao Cai, i, na którą mało kogo stać.

Właśnie tego typu informacje sprawiały, że trekking był bardzo ciekawy. Przewodniczka zabrała nas również do miejsca, gdzie wyrabia się tkaniny w wiosce. Już byliśmy niejeden raz w takich miejscach, ale trzeba przyznać, że tu było dużo ciekawiej, bo to ona sama nam pokazywała co w jaki sposób się robi.. Potem poczęstowano nas surową trzciną cukrową przy jednym ze straganów. Oj tak! W Wietnamie jada się ją na surowo, a raczej wysysa sok, a potem wypluwa resztę trzciny. Niesamowita słodycz w gębie sprawia, że nie wyobrażamy sobie zjeść tego nie wiadomo ile.

P1220021 P1220022

Na lunch poszliśmy dalej po drodze. Trochę na niego czekaliśmy, gdyż został odcięty prąd w wiosce na chwilę.

P1220024

Całą trasę towarzyszyły nam cudne widoki, na początku mgła zakryła co nieco krajobraz, ale później można było zobaczyć całą resztę 🙂

20170131_222824

20170131_223019

16113105_1863080327282138_6100522320374637270_o

20170131_222931
20170131_222846

20170131_223125 20170131_223107 20170131_222931  P1210993

P1220034

P1210987

Szkoła w wiosce:

P1220005 P1210967 20170119_194912 20170119_182446 20170119_153342

Od samego początku trekkingu do praktycznie jego końca towarzyszyły nam jakieś kobiety pytające się co chwilę każdego z grupy: ‘’Where are you from?’’ (Skąd jesteś?), ‘’How long are you staying here?’’ (Jak długo tu pobędziesz?). Kobiety te czyhały tylko na właściwy moment, żeby później namówić kogokolwiek na kupno ich wyrobów, próbowały zagadać po drodze i szły jak ćmy dalej za wszystkimi. Jak tylko zorientowaliśmy się, że coś tu jest nie tak, że tak się wypytują kto skąd jest i na jak długo, ”czmychnęliśmy” do przodu blisko naszej przewodniczki, żeby nas nie pominęło wiele ciekawych informacji przez nią przekazywanych. Minusem przewodniczki była niewłaściwa wymowa angielskich słów, dopytywaliśmy się często, żeby powtórzyła co miała na myśli. Połowa grupy w ogóle jej nie rozumiała.

P1210953

P1210958

Co można zobaczyć jeszcze w Sapa?

Możecie wypożyczyć motor i pojeździć po okolicy, np. do Cat Cat Village, albo pod wodospady. Poniższa mapka powinna nieco pomóc 🙂

20170119_093721

Poza tym samo miasteczko ma w sobie urok z małym jeziorkiem i parkiem, otoczone górami, które na pół dnia spowija mgła i nadaje mu aurę tajemniczości. Warto się przespacerować uliczkami w centrum i wstąpić na grzane wino za około 50.000 dongów (9zł) do jednego z barów.

20170119_185201

P1220076

P1220079 P1220081

 

20170119_210748 20170120_083043

20170120_212349 20170120_205547 20170120_135110

Jeśli chodzi o jedzenie, to niestety nie należy się spodziewać tak tanich posiłków jak w Tajlandii, Kambodży czy Birmie. Tutaj średnio trzeba zapłacić powyżej 80/100.000 dongów/18zł. Najtaniej zjecie przy drodze kupując szaszłyki z grilla z kurczakiem czy wieprzowiną za 10-15.000 dongów/1,80-2,50zł, słodkie ziemniaki za 10.000 czy sticky rice (kleisty ryż) w tej samej cenie. Sprzedają też ptaszki grillowane na ulicy idąc w stronę jeziora:

P1220074 P1220073 20170120_135015

Nam Sapa będzie się tez kojarzyć ze smakiem migdałów w prażonej skorupce (za pół kilo daliśmy jakieś 13zł), które ‘’wcinaliśmy’’ w drodze powrotnej w autobusie i pociągu do Hanoi. Tym razem jechaliśmy w przedziale w klasie II za 40zł od osoby i przedział już wyglądał zupełnie inaczej hehe 🙂

20170120_205519

A oto przepyszne migdały, które trzeba było obrać ze skorupki 🙂

20170120_134852

W Sapa był ogólnie duży wybór różnych rodzajów orzechów i suszonych owoców:

20170120_134908 20170120_134834

Zanim jednak wskoczyliśmy do pociągu pospacerowaliśmy uliczkami miasta Lao Cai i zaglądnęliśmy na targ, na którym było kolorowo od owoców, i mało tego można było poczuć typowo wietnamski klimat: tutaj nie kupicie kurczaka w sklepie, przychodzicie na targ i zarzynają na Waszych oczach zarzynać kurę, krew się leje na wszystkie strony, a Wy cierpliwie czekacie aż  sprzedawca tę rzeź skończy. Ponadto sprzedają części ciała zwierząt i rozkładają je w kawałkach: np. nogę z kopytami, czarną świnię, która ma jeszcze futro rozwaloną z wnętrznościami. Przynajmniej społeczeństwo tutaj jest bardzie świadome co się dzieje z mięsem zanim trafia na talerz… Naszym zdaniem – targu nie można w Wietnamie pominąć.

P1220128

P1220103 P1220104

P1220114

P1220133 P1220108 P1220105 P1220136

P1220125 P1220118 P1220134 P1220135 P1220119 P1220130 P1220141

Sapa zaskoczyła nas tym, że spotkaliśmy w niej tylko garstkę turystów.. pewnie przyjechaliśmy tam po prostu w najlepszym możliwym momencie, poza sezonem, a to pomogło nam docenić jej uroki. Północny Wietnam jest piękny, zwłaszcza jeśli chcecie uciec od chmary turystów, których napotkacie niestety gdziekolwiek indziej w tym kraju w zastraszających ilościach!

16178868_1863080447282126_8395923846754585935_o

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *