Z naszej podróży po Boliwii niestety nie mamy zbyt ciepłych wspomnień.. To tutaj okradziono nas z najcenniejszych dla nas rzeczy, m.in.: drona, Go Pro, aparatu fotograficznego – stało się to w Sucre na dworcu autobusowym jak już byliśmy w pojeździe (szczegóły potem). W kolejnych dniach dochodziły do nas słuchy od innych podróżujących, których spotykaliśmy, że albo kogoś okradziono w La Paz, albo napadnięto z nożem na głównym rynku w Potosi wieczorem, a jak dojechaliśmy do Uyuni i wybraliśmy się na 3-dniową wycieczkę na Salar w jednym schronisku okradziono 2 grupy ludzi z telefonów i ładowarek. Istny kosmos! Czy to mógł być nieszczęśliwy splot wydarzeń? Zadawaliśmy sobie to pytanie zwłaszcza po tym jak na naszym profilu fejsbukowym zawrzało na ten temat, bo wiele osób twierdziło, że mieliśmy strasznego pecha i, że są w szoku, że w ogóle takie sytuacje miały miejsce w Boliwii. Zazwyczaj najwięcej o kradzieżach i napaściach słyszało się w Brazylii, Meksyku, Ekwadorze czy Hondurasie. Mimo wszystko wolimy, żebyście nie myśleli, że jesteśmy wyjątkiem, tylko dobrze się mentalnie przygotowali przed wyjazdem do Boliwii i wzięli sobie nasze ostrzeżenia i wskazówki do serca. Mowa tutaj o jednym z najbiedniejszych i najmniej rozwiniętych krajów Ameryki Południowej, nie sądzimy więc, że nasza historia jest aż taką rzadkością.

To nie był nasz pierwszy raz w Ameryce Południowej. Wcześniej byliśmy w Peru i Ekwadorze, a w tej samej podróży zwiedziliśmy jeszcze skrawek Brazylii. Zawsze staraliśmy się być wyjątkowo czujni mając świadomość, że kontynent ten nie należy do najbezpieczniejszych miejsc do podróżowania. Tak czy siak nie lubimy się obnosić z niczym w podróży, staramy się też nie rzucać w oczy, podróżujemy z prostymi plecakami, nie nosimy biżuterii ani markowych ciuchów. Wydawać by się mogło, że nie powinniśmy zwracać uwagi innych, ale… no właśnie, koloru skóry nie da się ukryć. Biali zawsze będą białymi, nie ważne czy się opalą, spalą na raka czy ich skóra zbrązowieje; dla miejscowych zawsze będziecie tym punkcikiem na horyzoncie, który się odznacza (tym bardziej dla oszustów, szajek, ludzi, którzy będą chcieli Was wykorzystać w jakiś sposób, którzy polują na właśnie takich jak Wy).

Kradzież naszego sprzętu miała miejsce w Sucre w autobusie nocnym firmy ”6 de Octubre” jadącym do Uyuni. Wydaje nam się, że stało się to jeszcze jak siedzieliśmy w autobusie na dworcu w Sucre… wiemy tylko, że bagaż podręczny był nad naszymi głowami, a po jakimś czasie kiedy Michał chciał do niego sięgnąć po butelkę wody (15 minut po odjechaniu z dworca) zastał niemal cały środek pusty😪😓. Jedynym momentem kiedy ludzie kręcili się po autobusie, siadali, wrzucali bagaże do góry był czas, kiedy jeszcze autobus nie ruszył z miejsca. Czasami nie wiadomo kto ”buszuje” po autobusie, czy to współpasażerowie czy pracownicy firmy transportowej czy złodzieje, którzy wejdą, przełożą coś z jednego plecaka do drugiego i wyjdą jak gdyby nigdy nic. Ten przewoźnik kompletnie o to nie dbał, wpuszczano do autobusu wszystkich, a dopiero potem sprawdzano im bilety, zamiast wpuszczać tylko tych z biletami [tak było w przypadku firmy Panasur – bardzo polecamy autobus nocny z Uyuni do La Paz/ droższy, ale bezpieczny (cena:22USD)]. Mało tego kierowca wpuścił nas celowo pierwszych mówiąc, że to niby dla naszego bezpieczeństwa, inny facet, który wydawał się obsługą tej firmy/jego pomocnikiem [no właśnie – wydawał się..] pomagał nam w zapakowaniu się. Domyślamy się scenariusza, bo już analizowaliśmy wszystko z 20 razy i ludzi, z którymi mieliśmy styczność. W akcję nie była zaangażowana jedna osoba, a minimum 2-3. Do autobusu w momencie wielkiej wrzawy i chaosu jak wszyscy wchodzili zapewne weszła kolejna osoba, która wiedziała gdzie siedzimy i przerzuciła rzeczy z naszego plecaka tuż nad naszymi głowami do swojego i szybko wyszła niezauważona. Wydaje nam się, że kierowca był też w to zamieszany. Zrobiłam awanturę na cały autobus jak byliśmy już w drodze i kazałam zadzwonić po policję, ale oczywiście kierowca i jego pomocnik mieli to w dupie. Zatrzymałam jednak autobus. Przeszukali wszystkich pasażerów, ich torby wiedząc, że i tak nasze rzeczy już szlag trafił i nie są w autobusie. Jak poprosiłam o pisemną deklarację/potwierdzenie od kierowcy, że w ogóle w jego autobusie miała miejsce kradzież, to powiedział, że wystarczy, że podejdziemy do biura ”6 de octubre” w Uyuni i zgłosimy wydarzenie, a oni już się tym zajmą. Na miejscu podeszliśmy do biura dopiero po 3 dniach wycieczki na Salar kiedy biuro było otwarte, a obsługująca nas kobieta zbyła nas mówiąc, że ona nie będzie tą sprawą się zajmować, skoro kierowca tamtego autobusu już odjechał, a ona nie ma w ogóle możliwości kontaktu z nim. 

Jak tylko dojechaliśmy do Uyuni wczesnym rankiem [kiedy jeszcze było ciemno] zaczepiliśmy się w lokalnej kawiarni (jedynej otwartej) i czekaliśmy aż nastanie dzień. Tam podążali wszyscy z naszego autobusu, którzy nie mieli wcześniej zarezerwowanej wycieczki na Salar de Uyuni i mieli w planie rankiem ruszyć do lokalnych biur i czegoś poszukać – czyli tak samo jak my. Dorwaliśmy ofertę w jednym biurze, tam zostawiliśmy duże plecaki na przechowanie, i ruszyliśmy na policję zgłosić kradzież [musieliśmy dojechać tam taksą, to nie było tak blisko, a na miejscu zastaliśmy zwyczajny parterowy długi budynek w scenerii półpustynnej, jak na sawannie…]. Najpierw trafiliśmy do normalnego komisariatu policji w centrum Uyuni, ale stamtąd kazali nam się kierować właśnie na jakieś zadupie. Na miejscu znajdowały się tzw. Siły Specjalne do Walki z Przestępczością –> Fuerza Especial de Lucha contra el Crimen. Nie liczcie na to, że załatwicie sprawę po angielsku. Złożyłam zeznanie w języku hiszpańskim i dostałam tzw. CERTIFICADO DE DENUNCIA DE ROBO, dokument, który zamieszczamy poniżej –> może komuś z Was przyda się dla informacji jak powinien wyglądać [ale nikomu nie życzymy, żeby się de facto przydał…].

Ktoś by pewnie zapytał po co ten dokument skoro wiadomo, że nikt i tak się tą sprawą nie zajmie? Otóż papierek potrzebowaliśmy, żeby dostać choć część kasy od ubezpieczyciela / swoją drogą bardzo polecamy firmę True Traveller.

Co możemy doradzić osobom podróżującym autobusami po Boliwii i ogółem po Ameryce Łacińskiej?
zanim zapakuje się cały autobus ludzi trzymajcie bagaże podręczne przy sobie pod nogami, nie kładźcie ich na półce nad głowami zanim autobus nie ruszy,
bądźcie super czujni: osoby, które podają się lub zachowują się jak pracownicy firmy transportowej mogą być często oszustami, lepiej nie korzystać z ich oferty pomocy [ nasz przypadek],
najlepiej wejść jak najszybciej do autobusu po oddaniu dużego bagażu do luku i siedzieć na swoim miejscu trzymając blisko cenne rzeczy aż do ruszenia pojazdu; warto przywiązać ramię plecaka do nogi i mieć go ściśniętego pomiędzy nogami; najważniejsze dokumenty i pieniądze trzymajcie zawsze przy sobie w nerce mocno ściśniętej na pasie, umieszczonej najlepiej pod bluzką/swetrem,            ✅odradzamy Wam firmę ”6 de Octubre”, a jeśli nie będziecie mieli wyboru na trasie Sucre-Uyuni, to skorzystajcie z ich usług, ale za dnia [w ramach dygresji nazwa firmy : ”6 października” była dla nas szczególna ze względu na fakt, że ja [Kaśka] mam urodziny w tym dniu.. ]; wspomnianą już firmę transportową PANASUR polecamy z czystym sumieniem [trasa nocna z Uyuni do La Paz] – pełna profeska: do autobusu były wpuszczane tylko osoby, które pokazały wcześniej bilet, nikt się nie kręcił po autobusie na przystanku, nie było w nim tłoku; poza tym było widać, że była to kategoria VIP-owska z lepszymi siedzeniami do spania, kocykami; zapłaciliśmy drożej, ale czuliśmy się bezpiecznie, mogliśmy zmrużyć oko, no i te kocyki:)

Po incydencie zostały nam tylko telefony komórkowe, które trzymaliśmy przy sobie w ”nerkach” na pasie. Cieszyliśmy się, że finał tej akcji był taki, a nie gorszy. Chwilę po wszystkim słyszeliśmy, że na dworcu w Sucre zdarzają się ataki z nożem w ręku, a my byliśmy cali i zdrowi. Po silnych emocjach w nocnym autobusie czekały nas 3 dni w prawdopodobnie jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi: pustyni solnej Salar de Uyuni i Rezerwacie narodowym Eduardo Avaroa!

Tutaj co do wyboru biura podróży też nie mieliśmy zbytniego szczęścia.. Mimo, że cała 3-dniowa wyprawa obfitowała w zapierające dech w piersiach widoki, a  każda firma wozi wszystkich w te same miejsca, to jednak wiele znaczących czynników [m.in. kradzież w jednym ze schronisk na trasie czy bezpieczeństwo] w naszym przypadku zadecydowało o tym, że każdemu absolutnie odradzamy firmę LANDSCAPE ECOLOGICAL OPERATOR.

Na zdjęciu powyżej macie wejście do tego biura podróży w Uyuni.

Firma zawaliła pod wieloma względami. Dobór miejsc noclegowych to ogółem słabe opcje w przypadku każdego biura podróży, jeśli płaci się za wycieczkę dość tanio czyli 700 bolivianos (350zł) za 3 dni za osobę. Natomiast to, co miało miejsce w drugim schronisku na trasie mieszczącym się tuż przy zjawiskowej Laguna Colorada przebiło wszystko.. Mowa tutaj o Simple Mountain Lodge mieszczącym się w takiej oto scenerii jak poniżej. My po poprzednich doświadczeniach byliśmy bardzo ostrożni, więc nam nic się kompletnie nie stało. Michał zabarykadował na noc nawet drzwi od pokoju naszymi dużymi plecakami. Jedynym miejscem w  schronisku, gdzie można było podładować wszelkie sprzęty, komórki był korytarz pomiędzy kuchnią a jadalnią. My jeszcze za dnia szybko podładowaliśmy jedynie komórki, które nam pozostały, bo jak wiadomo, nic już innego nie mieliśmy, a na noc wzięliśmy je ze sobą. Oprócz naszej grupy w schronisku była jeszcze druga grupa z Brazylijczykami. Sporo osób zostawiło do ładowania komórki, a niektórzy nie powyjmowali ładowarek z gniazdka. Rano okazało się, że wszystko zniknęło. Właściciele powiedzieli, że na noc otwarli drzwi do schroniska na oścież [bo tak rzekomo robią, czaicie..?!!!], a my dodamy tylko, że przechodząc przez te drzwi i kierując się na lewo miało się na widoku wszystkie podpięte do gniazdka rzeczy. Jeszcze poprzedniego wieczora kiedy poczęstowano dwie grupy winem i zrobiło się wesoło na terenie z resztą małego schroniska w naszym otoczeniu kręciły się małe dzieci mieszkające w okolicznych kilku domach. Rano oczywiście osoby, które wpadły w furię (m.in. jedna Brazylijka, której zapieprzyli i’Phone’a) kazały wezwać te dzieciaki, przeszukać okolicę, na co nasi przewodnicy i, co najlepsze, właściciele schroniska, powiedzieli, że nie wiedzą kim były te dzieci i skąd one są! Dacie wiarę?!!! Jesteście na totalnym zadupiu, gdzie widzicie 5 domów na krzyż i Kolorową Lagunę, a nikt dziwnym trafem nikogo nie zna i nie wie o co chodzi… Mało tego nie ma tam policji, więc jeśli chcecie zgłosić kradzież, to trzeba się udać w to samo miejsce, co my – do Uyuni, już po odbytej wycieczce.. po czym sprawa idzie w zapomnienie, bo nikt się nią nie zajmie..

Takie właśnie sytuacje miały miejsce podczas naszego 2-tygodniowego pobytu w Boliwii. I mało tego, spotykaliśmy ludzi w Uyuni, którzy też opowiadali swoje historie. Jeden facet został napadnięty z nożem w ręku na rynku w Potosi po zmroku. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, uspokoił faceta, który go napadł i było po sprawie. Słyszeliśmy też nieciekawe historie o La Paz, do którego zmierzaliśmy zaraz po 3-dniach w Uyuni. Na szczęście koniec naszego pobytu w Boliwii był naprawdę przyjemny, a samo La Paz bardzo przypadło nam do gustu [zwłaszcza kulinarnie; o czym przeczytacie m.in. TUTAJ].

Wiadomo, że w powyższych opisanych przypadkach można się doszukać braku ostrożności czy to jeśli chodzi o nas czy nawet o ludzi, których okradziono w tym nieszczęsnym schronisku.., ale jedno jest pewne: takie sytuacje nie powinny się zdarzać, a już szczególnie nie na zorganizowanej 3-dniowej wyprawie na Salar! Organizatorzy mają zadbać o to, żeby było bezpiecznie i wybierać odpowiednie miejsca na noclegi i inne punkty programu, a tu ewidentnie firma Landscape Ecological Operator zawaliła. Oczywiście nie zostawiliśmy tej sprawy tak sobie i sami po zakończonej wycieczce udaliśmy się do biura, żeby opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. Pozostałych niedociągnięć też było niemało: samochód, który ciągle się psuł na trasie i mieliśmy ”stresa” czy zdążymy na nocny autobus do La Paz, niemiła obsługa w schroniskach [w niektórych przypadkach trzeba było błagać, żebyśmy mogli w ogóle skorzystać z prysznica], fakt, że chodziliśmy głodni [w wielu miejscach dostawaliśmy naprawdę niewiele jedzenia], kłamstwo dotyczące tego, że tzw. hotel solny jest zamknięty [atrakcja ominięta podczas programu], brak bezpieczeństwa, oraz kierowca, który chciał odbębnić swoje i kompletnie się o nic nie starał. Oczywiście powiedzieliśmy o kradzieży w schronisku Simple Mountain Lodge, na co powiedziano nam, że w sumie po co o tym wspominamy skoro na tym nie ucierpieliśmy w żaden sposób!!! Ha, no nie, patologia! Najlepiej mieć w dupie to, co miało miejsce, skoro to nam nic się nie stało!

Wszystko zakończyło się tym, że w ramach przeprosin za niedogodności wciśnięto nam część kasy: dokładnie 100bolivianos (50zł).., ale umówmy się, to niczego nie zmieniło, było już po ptokach.. Nie wierzymy, że ta firma polepszyła swoje usługi.., mają w dupie te wszystkie reklamacje, więc dla własnego dobra po prostu trzymajcie się od nich z daleka:)

Tym, którzy wybierają się do Boliwii w przyszłości życzymy niesamowitej czujności i przede wszystkim szczęścia jak i kapitalnych wrażeń! Niech nasze doświadczenie będzie przestrogą, a sytuacje, które miały miejsce u nas nigdy Wam się nie przytrafiły! Bezpiecznych podróży i wszystkiego dobrego!

One Reply to “Kradzieże w Boliwii – jak się uchronić? Co nas spotkało?”

  1. Hej, fajnie, że w końcu postanowiliście odwiedzić te piękne miejsca w Ameryce Południowej. Byłem tam 7 lat temu i jest to jeden z najpiękniejszych wyjazdów jakie miałem szanse odbyć. Przykro mi, że przytrafiła wam się ta sytuacja z kradzieżą. Jak teraz patrzę wstecz to aż mnie ciarki przechodzą jaki byłem nieodpowiedzialny i nie zwracałem wtedy uwagi na swoje rzeczy. Wydaje mi się, że jednak mieliście pecha albo po prostu rzucaliście się w oczy czego niestety nie da się uniknąć będąc europejczykiem.
    To co mogę doradzić i praktykuję już od lat to to, że jedna osoba zawsze pilnuje drugiej albo np, ktoś wsiada do autobusu a druga osoba zawsze jest na zewnątrz żeby pilnować mienia.
    Póki co nigdy mnie nie okradziono. Powiem więcej w Izraelu zostawiłem kartę kredytową w roweromacie i po 2 godzinach wróciłem po nią i wciąż tam była.
    Okulary Ray-Ban zostawiłem na dworcu w Izraelu i po kilku minutach też wciąż tam były tak jak mój aparat który czekał na mnie przy wejściu nad morze czarne…
    Teraz jednak widzę, że kradzież przytrafiła się moim znajomym, którzy pilnują się jak mogą więc skłaniam się ku teorii, że to jednak realia i trzeba się mocno pilnować.
    Trzymajcie się ciepło i powodzenia w podróżach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *