We wrześniu 2024r. spełniłam jedno ze swoich górskich marzeń : stanęłam na Mt. Blanc (4809-4810m npm)! To doświadczenie było dla mnie czymś absolutnie wyjątkowym. Jak sami wiecie mam za sobą już sporo wyjść w wysokie góry, a w tym roku prowadziłam już 2 razy wyprawę na Kilimandżaro, byłam też w Górach Niebiańskich Kirgistanu, a wcześniej kilka razy w nepalskich Himalajach, ale wszędzie w tych miejscach prowadziłam trekkingi – nie było tam ani grama elementów wspinaczki. Mt. Blanc to zupełnie co innego. W dniu akcji górskiej, gdy startowaliśmy w nocy spod schroniska Tete Rousse od samego początku aż do powrotu do schroniska byliśmy asekurowani linami przez naszych przewodników IVBV, wyposażeni w kaski, raki, czekan, dlatego bycie świeżo po kursie turystyki zimowej wraz z elementami wspinaczki było idealnym krokiem podjętym przeze mnie przed takim wyzwaniem jakim jest Dach Europy. Jedno jest pewne: to nowe doświadczenie, wykorzystane pokłady energii i niemały wysiłek, niesamowity widok ze szczytu jak i w drodze na szczyt, oraz ludzie, których poznałam, stworzyli w mojej głowie wspomnienia na całe życie! A w poniższym artykule chcę podzielić się z Wami praktycznymi informacjami oraz kosztami wyprawy komercyjnej, na którą się zdecydowałam pod kątem zdobycia jednego ze szczytów Korony Gór Ziemi.
KILKA FAKTÓW NA TEMAT MT. BLANC:
- Cały masyw Mt. Blanc leży tak naprawdę w 3 krajach: Francji, Włoszech i Szwajcarii, natomiast szczyt Mt. Blanc leży we Francji oraz częściowo we Włoszech.
- Rocznie na Mt. Blanc ”uderza” około 20 tysięcy wspinaczy.
- Oszacowano, że średnio w drodze na Mt. Blanc [i z powrotem] ginie 50 osób rocznie.
- Na szczyt prowadzą 3 różne szlaki. Po stronie francuskiej najpopularniejszy szlak to Droga Gouter [tzw. Droga Królewska lub droga klasyczna] oceniana w skali alpejskiej jako dość trudna [PD]. Trasa zaczyna się od stacji kolejki Nid d’Aigle (2372m npm) i przechodzi przez schroniska Tete Rousse (3167m npm) oraz Gouter (3835m npm), a następnie przez schron Vallot. Za najtrudniejszy fragment uważa się tzw. Kuluar Śmierci [50-metrowy odcinek ze spadającymi kamieniami]. Trudniejszy szlak również po stronie francuskiej to Droga 3M [PD+] [czyli Droga 3 Gór] wiodąca od stacji kolejki Aiguille du Midi (3842m npm) przez schron Cosmiques i szczyty: Mont Blanc du Tacul i Mont Maudit. Najtrudniejsza droga to tzw. Droga Papieska od strony włoskiej: z początkiem w dolinie Veny. Na trasie jest schronisko Gonella (3017m npm) i lodowiec Dome. Droga ta łączy się z francuską w okolicy schronu Vallot.
- Chcąc iść Drogą Gouter należy pamiętać, że od 2019r. jest obowiązek posiadania rezerwacji w chociaż jednym ze schronisk na szlaku, co jest sprawdzane przy okienku, w którym kupuje się bilety na Tramwaj Mt.Blanc do Nid d’Aigle. Osoby, które nie są na liście rezerwacyjnej nie mogą kupić biletu na kolejkę. Tramwaj jedzie do 2 stacji: jednej dla turystów, i ostatniej [Nid d’Aigle] tylko i wyłącznie dla wspinaczy.
- Mt. Blanc zwany Dachem Europy według niektórych nie powinien być tak nazywany, gdyż wciąż toczy się spór o granicę europejską – azjatycką Starego Kontynentu sugerując, że tytuł najwyższej góry Europy powinien przypaść rosyjskiemu Elbrusowi (5642m npm) zlokalizowanego na Kaukazie. Z tego też względu ci, którzy zamierzają zdobyć wszystkie szczyty Korony Gór Ziemi decydują się na zdobycie obu gór dla świętego spokoju.
- Na Mt. Blanc nie mogą prowadzić wypraw komercyjnych zwykli przewodnicy. Muszą to być przewodnicy IVBV/UAIGM [1 przewodnik może poprowadzić maksymalnie 2 osoby] –> wyjaśnienie kim tak naprawdę tacy przewodnicy są znajdziecie w artykule: https://8a.pl/8academy/przewodnik-gorski-ivbv-zapis-podcastu-z-maciejem-ciesielskim/
- Idąc na Mt. Blanc trzeba się przygotować na elementy wspinaczki, niezbędna jest umiejętność posługiwania się czekanem i rakami oraz znajomość zasad asekuracji liną. Obowiązkowo powinno się przejść kurs turystyki zimowej przed wyruszeniem na taką wyprawę. To nie jest ”spacerek po parku”, a wyjście na wysokość prawie 5000m npm również wymaga wcześniejszej aklimatyzacji.
- Najlepszy czas na wyprawę na Mt. Blanc to sezon od czerwca do września. We wrześniu przy pierwszych opadach śniegu idąc Drogą Gouter można liczyć na mniejszą ilość kamieni spadających w Kuluarze Śmierci [Le Grand Couloir] lub nawet ich brak. Taka sytuacja miała miejsce podczas mojego wyjścia 20 września 2024r.
- Na Mt. Blanc można zdecydować się na wyjście niekomercyjne bez przewodnika, natomiast to już wymaga doświadczenia w samodzielnym poruszaniu się ze sprzętem wspinaczkowym w warunkach zimowych.


JAK PRZEBIEGAŁ PLAN WYPRAWY DZIEŃ PO DNIU?
Program wyprawy [dni: 15-22.09.2024r.] miał wyglądać tak:
1 dzień – przejazd z Polski do Szwajcarii.
2 dzień – dzień aklimatyzacyjny, wyjazd kolejką na Hohsaas z Saas Grund w Szwajcarii; nocleg na 3200 m.
3 dzień – wejście na czterotysięcznik alpejski, Weissmies 4017m npm, nocleg na 3200 m.
4 dzień – przejazd do Chamonix, nocleg w schronisku.
5 dzień – początek akcji górskiej: kolejka linowa do stacji Bellevue (1800 m), dalej kolejką zębatą [”tramwajem”] do stacji Nid d’Aigle (2380 m), gdzie jest punkt początkowy trekkingu i podejście do schroniska Tete Rousse (3167 m) – w okresie, kiedy byłam kolejka linowa do stacji Bellevue była zamknięta, stąd wsiedliśmy w Tramwaj Mont Blanc [Tramway du Mont-Blanc] w kierunku Nid d’Aigle w Le Fayet (580 m npm).
6 dzień – wejście na szczyt Mont Blanc z przewodnikiem UIAGM, nocleg w schronisku Gouter (3835 m) – niestety podczas naszej wyprawy nagle zamknięto schronisko Gouter i musieliśmy z powrotem wracać do Tete Rousse, co wydłużyło akcję górską tego dnia o 1,5-2,5 godziny.
7 dzień – zejście do Chamonix i powrót do Polski.
UWAGA: Podczas akcji górskiej na Mont Blanc w wyprawach komercyjnych normalnie nie są przewidziane żadne dodatkowe dni (poza tymi rozpisanymi w programie) np. na wypadek złej pogody. Tzn. przewodnik IVBV ma dla Was 3 dni, ale nie więcej, więc nie ma możliwości dłuższego przeczekiwania złej pogody. W praktyce oznacza to, że jeśli meteo lub warunki śnieżno – lodowe będą bardzo złe, to przewodnik IVBV może zaproponować inny rodzaj aktywności, np. wspinanie w rejonie Chamonix, inny 4-tysięcznik, ale nie ma możliwości zwrotu pieniędzy.



A jak wyglądała akcja górska?
Na Mont Blanc zazwyczaj wyrusza się w nocy ze schroniska Tete Rousse [my wyruszyliśmy o 3:00]. Zwiększa to powodzenie akcji górskiej, gdyż, po pierwsze, przechodząc przez Kuluar Śmierci w nocy spada najmniej kamieni. Kuluar Śmierci mieści się w niewielkiej odległości od schroniska w stronę Gouter. Pierwsza część akcji górskiej to właśnie niemal 2-godzinna wspinaczka do schroniska Gouter. Od wyjścia z Tete-Rousse wszyscy są asekurowani linami przez swoich przewodników IVBV, mają na sobie kaski z czołówkami i raki. Dla mnie osobiście odcinek z Tete Rousse do Gouter jest najgorszy na całej trasie [na szczęście miejscami można wspomóc się zabezpieczeniami w postaci łańcuchów]. Po drugie, trasa na Mt. Blanc z Tete Rousse i z powrotem to naprawdę spory kawałek – wczesne wyjście w nocy zwiększa szanse na zmieszczenie się w ramach czasowych i wrócenie do schroniska o normalnej porze. Trasa od schroniska Gouter jest bardziej trekkingowa, ale mieliśmy tam też więcej śniegu – warunki typowo zimowe wymagające sporej wytrzymałości i dobrej kondycji. Schronisko Gouter było akurat zamknięte, ale wspinacze robili sobie przerwę w schronie zimowym niedaleko schroniska, gdzie też niektórzy spędzali noc na nielicznych łóżkach piętrowych i w zimnych warunkach. Kolejnym etapem było dojście do schronu Vallot, a potem już był ostatni odcinek [miejscami również stromy] na szczyt. Na trasie robiliśmy sobie przerwy głównie w schronach, a tak to staraliśmy się zatrzymywać jak najmniej, choć nawodnienie było istotne i wspomaganie się batonami energetycznymi. Do schroniska Tete Rousse dotarłam z powrotem ze swoim przewodnikiem dopiero o 17:00 (trzeba jednak wziąć pod uwagę długie postoje w 2 schronach: Vallot i Gouter). To był mega długi dzień (14 godzin na nogach!) i naprawdę wyczerpujący [tym bardziej, że trafiłam na ”te kobiece dni”, więc nie można powiedzieć, że byłam w pełni sił].



ILE KOSZTOWAŁA MNIE CAŁA WYPRAWA NA MT. BLANC?
Oto spis wszystkich najważniejszych wydatków:
1. Transport w obie strony vanem dla 6 osób + prowadzący [Denis Urubko i Maria Cardell] – 1200zł/os.
[Alternatywą mogą być loty do Bazylei i dojazd autobusem do Saas Grund czy potem Chamonix].
2. 2 noclegi na trasie w Niemczech [licząc obie strony] – 327zł.
3. Kolejka z Saas Grund na Hohsaas w obie strony – 48chf [aklimatyzacja w Szwajcarii].
4. 2 noclegi z wyżywieniem (śniadania +obiadokolacje) w schronisku przy Hohsaas (2300m npm) – 150chf.
5. Organizacja wyprawy przez jeden z polskich klubów wraz z zapewnieniem opieki Denisa Urubko i Marii Cardell podczas aklimatyzacji w Szwajcarii oraz przewodników IVBV na akcję górską na Mt. Blanc + ubezpieczenie wysokogórskie – 7500zł.
6. Nocleg w schronisku w Chamonix tuż przed akcją górską na Mt. Blanc – 23eur.
7. Tramway du Mont-Blanc w obie strony [do stacji Nid d’Aigle z Le Fayet] – 38,50eur.
8. 2 noclegi w schronisku Tete Rousse – 54eur x2 = 108eur. [Rzekomo w Gouter obowiązuje jeszcze wyższa stawka].
9. 2 śniadania i 2 obiadokolacje w schronisku Tete Rousse – 62eur x2 = 124eur.
10. Trzeba doliczyć opłacenie noclegów, wyżywienia w schroniskach i kolejki w obie strony dla przewodnika IVBV [zdarzali się tacy, którzy mieli roczną kartę przejazdową wykupioną, więc wtedy ten koszt odpadł].
RAZEM wyszło mnie dokładnie: 11.761 zł.
Co do kosztów sprzętu nie wliczam ich do ceny wyprawy ze względu na możliwości darmowego wypożyczenia: osobistego sprzętu alpinistycznego (raki, czekan, kask, uprząż, karabinki HMS, repsznury, przyrząd zjazdowy) od Klubu. W ekipie mieliśmy nawet osobę, która była zmuszona wypożyczyć buty do zimowej wspinaczki górskiej i również była taka możliwość w sklepie Intersport w Chamonix za dodatkową opłatą.
Należy pamiętać, że przed rozpoczęciem trekkingu warto zrobić zakupy w Chamonix w postaci wody mineralnej czy batonów energetycznych. Ja osobiście wolałam przywieźć swoje sprawdzone batony i żele energetyczne z Polski takie jak batony firmy Vitanella żele BioActive z Biedronki [smakują bardzo dobrze i mają też bardzo przystępną cenę. Dlaczego nie warto ryzykować niedoborem choćby wody mineralnej będąc w schronisku? Ceny na miejscu za butelkę wody są zdecydowanie za wysokie, np. 10chf w Szwajcarii. W schroniskach również płaci się za napełnienie termosów herbatą [no chyba, że ma się tak mały termosik jak ja i dyskretnie na śniadaniu się go zapełni używając ogromnych termosów wystawionych przy bufecie].


Co do warunków w schronisku Tete Rousse:
- nie ma bieżącej wody: nie ma więc możliwości umycia rąk pod kranem [takowe są w łazienkach, ale wody nie ma], a co dopiero wziąć prysznic; warto więc mieć ze sobą mokre chusteczki dla zachowania podstawowej higieny. Kible są:)
- są kosze na śmieci, choć wiadomo: najlepiej byłoby zabrać ze sobą z powrotem na dół przyniesione śmieci,
- jest jedno gniazdko udostępnione do ładowania sprzętów w sali jadalnej; w pokojach takich gniazdek nie ma; warto mieć ze sobą powerbanka:)
- Pokoje są nazwane nazwiskami znanych ludzi gór: my mieliśmy pokój o nazwie : Messner:) Nasz pokój mógł pomieścić 10 osób. Dostępne były: prześcieradła, pościel i poduszki.
- Przed wejściem do części pokojowej oraz jadalnej należy ściągnąć buty trekkingowe i zostawić wszelki ”ostry” sprzęt: raki, czekan na specjalnych półkach w szatni. Dostaje się gumowe buty na przebranie.
- Istnieje możliwość płacenia tylko za nocleg [bez wyżywienia]. Jedna osoba z grupy tak wolała i przygotowywała sobie jedzenie sama [miała liofilizaty]. Obiadokolacja jest około godz. 18:30 i dostajecie: zupę, drugie danie i deser. Śniadanie jest wtedy kiedy o nie poprosicie. Przed wyjściem na szczyt my mieliśmy śniadanie o 2:30 w nocy! Na śniadaniu są dość słabe opcje wyboru: dżemiki, chleb, płatki, kawa i herbata.
- Na miejscu jest dostępne menu i są nawet alkoholowe opcje: głównie wina czy piwa. Zaskoczeniem był fakt, że kieliszek wina wychodził taniej niż w niejednej krakowskiej knajpie. Poniżej macie całe menu.
JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ NA MT. BLANC? CO ZE SOBĄ ZABRAĆ?
Za niezbędny sprzęt uważam: dobre buty na warunki wysokogórskie i dostosowane do nich raki, skarpety narciarskie, bielizna termoaktywna, komplet odzieży z polaru, gruba kurtka [nawet do minus 15 stopni – taka jest odczuwalna temperatura w okolicach szczytu], komplet odzieży wiatrochronnej (gore-tex etc.), ciepła czapka, rękawiczki – cienkie i grube, buffka pod szyję, stuptuty, kije składane (dla tych co nie wybierają się bez kijków), czekan, uprząż, kask
Zupełnie niepotrzebnie zabrałam ze sobą: śpiwór, jetboil z gazem, sztućce czy żywność liofilizowaną. Spaliśmy cały czas w schroniskach, a nie jak zakładaliśmy alternatywę spania w schronie zimowym przy Gouter. Można było oczywiście zrezygnować z jedzenia w schroniskach i gotować sobie samemu jedzenie, co też brałam pod uwagę, ale ostatecznie zdecydowałam się na wygodę i postawiłam też na lepszą regenerację wybierając podczas aklimatyzacji w Szwajcarii 2 noclegi w ciepłym schronisku zamiast bezpłatnej opcji nocy pod namiotem w pobliżu schroniska.
Warto zabrać ze sobą multiwitaminy rozpuszczalne w wodzie, np. Supradyn [zwiększone dawki witamin dla sportowców]. Z elektrolitów moimi ulubionymi są apteczne o smaku mojito – są hitem na każdej wyprawie górskiej, na której jestem i schodzą jak świeże bułeczki 😀 W górach szybko się będziecie odwadniać i tracić niezbędne sole mineralne, więc taka „chemia” może sprawić, że będziecie się lepiej czuć.
JAKIE TRENINGI / SZKOLENIA MOGĄ SIĘ PRZYDAĆ?
Tak jak wspominałam wcześniej za konieczne przed wybraniem się na Mt. Blanc uważam szkolenie z turystyki zimowej z użyciem raków, czekana, z lawinowym ABC, wyjściem pozaszlakowym z asekuracją linami i podstawowymi elementami wspinaczki górskiej. Takie podstawy są niezbędne do poruszania się na tamtym terenie. Poza tym osobiście nie wyobrażam sobie pójścia w taki teren bez przewodnika, dlatego mimo tego, że ta wyprawa wyniosła mnie sporo pieniędzy wcale nie żałuję ani jednej wydanej złotówki, bo wiem, że postawiłam na bezpieczeństwo i zrobiłam wszystko, żeby wrócić cała i zdrowa do domu do moich chłopaków. Zadbałam też o swoje zdrowie psychiczne i oceniłam właściwie własne możliwości – nie jestem typowym wspinaczem umiejącym poruszać się samodzielnie używając sprzętu wspinaczkowego w terenie wysokogórskim, a w życiu zawodowym mimo, że jestem w górach wysokich kilka razy do roku, to jednak prowadzę ludzi wytyczonymi szlakami typowo trekkingowymi, nigdy wspinaczkowymi.


Co do treningów polecam bieżnie w postaci schodów i treningi na takiej bieżni również z obciążeniem [czy to na plecach z plecakiem czy w postaci przymocowywanych do kostek obciążników na rzepę] i na przemian z ćwiczeniami siłowymi przy użyciu zwłaszcza kettla [ taśmę również można dodać].
Trzeba zwrócić uwagę na to, że na wyprawie wszystko nosicie na własnych barkach. To nie wyprawa z tragarzami – trzeba radzić sobie samemu. Dlatego trzeba też postawić na minimalizm, żeby się nie ”zajechać”. Zabierzcie tylko najpotrzebniejsze rzeczy i nie dźwigajcie ze sobą śpiworów, kuchenek, gazu [tak jak to zrobiłam ja z czystej nieświadomości!]. W Chamonix przed kierowaniem się na wyprawę możecie też zostawić część swoich rzeczy np. w schronisku, do którego jeszcze wrócicie. 
CZY AKLIMATYZACJA JEST KONIECZNA?
Patrząc z własnej perspektywy i obserwując innych ludzi w grupie zdecydowanie jestem za tym, żeby odpowiednio przygotować organizm do wysokości niemal 5000 m npm. Osobiście nie odczuwam żadnych niedogodności ani objawów choroby wysokościowej na wysokości 5000-5900m npm, natomiast uważam, że organizm potrzebuje stopniowo przystosować się do warunków wysokogórskich. 2 osoby w naszej grupie miały silne bóle głowy, które dopiero ustały po naszym zejściu z aklimatyzacji do Chamonix. Aklimatyzacja na Weissmies była w ich przypadku wyznacznikiem sukcesu na Mt. Blanc. Denis Urubko zaznaczył też, że będąc zaraz po innej akcji górskiej powyżej 4000 m npm indywidualna aklimatyzacja ”utrzymuje się” u człowieka do 2 tygodni, tak więc można kombinować wracając np. z Elbrusa lub Kazbeka i od razu udać się na 3dni na Mt.Blanc wyłączając aklimatyzację na miejscuz planu.

Szczyt Weissmies tak swoją drogą to dobra opcja na aklimatyzację. Denis Urubko i Maria Cardell poprowadzili naszą grupę na ten 4-tysięcznik twierdząc, że stanowi on dobre przygotowanie przed Mt. Blanc i nasza szybkość w pokonaniu trasy z Hohsaas do Weissmies i z powrotem miała oszacować nasze szanse na zdobycie Dachu Europy, jako, że warunki zimowe na szlaku były bardzo podobne. Czas mieliśmy całkiem w porządku: wychodząc przed godz. 8:00 ze schroniska z powrotem byliśmy na miejscu o godz. 13:00.

CZY WARTO BYŁO?
Mimo, że łatwo nie było nie żałuję podjęcia się tego wyzwania, aczkolwiek drugi raz nie chciałabym się tam wybrać 😛 Trzeba przyznać, że mieliśmy też sporo szczęścia ”wstrzelając się” w okno pogodowe pomiędzy sporymi opadami śniegu. Zamknięcie schroniska w Gouter oznaczało też odwołanie wielu rezerwacji i spowodowało też, że sporo osób zrezygnowało ze wspinaczki na Mt. Blanc. To przyczyniło się do tego, że na szlaku wcale nie było tłoczno, co zdarza się w miesiącach wakacyjnych. Kolejki na Mt. Blanc nie doświadczyliśmy. Wręcz momentami na szlaku doskwierała mi ”samotność”. Z kolei dni aklimatyzacji w Szwajcarii z Denisem Urubko i Marią Cardell były też niesamowitą okazją do poznania jednego z najwybitniejszych himalaistów oraz jego partnerki, świetnej alpinistki. Lista osiągnięć Denisa i rekordów w wysokich górach naszego globu jest niewyobrażalna. To był zaszczyt być częścią jego ekipy, wyjść razem na jeden ze szwajcarskich 4-tysięczników i posłuchać ciekawych historii z różnych stron świata.






