11 dni spędzonych na terenie łącznie 5 afrykańskich krajów? Brzmi jak niemożliwy plan? A jednak jest to wykonalne i co najciekawsze: osiągalne dla każdego Kowalskiego pracującego na etacie. Zimbabwe, Zambia, Botswana, RPA i Eswatini (dawne Suazi) zachwyciły nas zielenią, ukształtowaniem terenu, a przede wszystkimi niesamowitymi dzikimi zwierzętami, które mieliśmy okazję widzieć nie tylko na safari w parkach, ale również z okien niektórych naszych miejscówek na nocleg czy z okien samochodu. RPA zaskoczyło nas nie tylko różnorodnością, ale też kuchnią, cenami niższymi niż w Polsce, a Kapsztad dzięki swojemu niezwykłemu położeniu i klimacie był absolutną wisienką na torcie w tej podróży. Planując dni zapełnione po brzegi różnymi atrakcjami spodziewaliśmy się, że ta podróż nie będzie należała do tanich, ale dzięki rozłożeniu kosztów na 5 osób [przy wynajmie auta, taksówkach czy prywatnych tripach] byliśmy w stanie ogarnąć ją w rozsądnych pieniądzach. Poniżej znajdziecie wszelkie szczegóły naszego tripa: cały plan dzien po dniu, rekomendacje sprawdzonych miejsc noclegowych, restauracji oraz atrakcji ciekawostki i oczywiście: koszty (znajdziecie je na samym końcu artykułu).

Wszystko zaczęło się od skuszenia się stosunkowo tanimi lotami z Pragi do Johannesburga liniami Condor [od 1800zł w obie strony], które mieściły się w pewnych widełkach jeśli chodzi o daty podróży (stąd wyszło tylko 10-11 dni na miejscu]. Początkowo celowaliśmy tylko w RPA, ale w trakcie dalszego planowania podróży zdaliśmy sobie sprawę, że dokupując lokalne loty jesteśmy w stanie odwiedzić m.i.n. jeden z najpiękniejszych wodospadów na świecie – mowa o Victoria Falls położonym na granicy Zimbabwe z Zambią i zarazem zrealizować jedno z naszych podróżniczych marzeń. Kupując główne bilety zdecydowaliśmy się na powrót do Europy z Kapsztadu. Najdłuższy lot z Frankfurtu do Johannesburga i z powrotem z Kapsztadu do Frankfurtu trwał niecałe 12 godzin i odbył się nocą w obu przypadkach, więc Dżunior wyspał się na obu lotach. Mało tego, między Polską a RPA nie ma praktycznie różnicy w strefie czasowej: aktualnie przez zmianę czasu na zimowy w Polsce jest jedynie różnica 1 godziny, co przekłada się na zdecydowanie mniejszy dyskomfort po podróży. Mała aktualizacja i cynk zarazem: pojawiły się dość niedawno loty KLMem z Krakowa przez Amsterdam do Johannesburga za ok. 2500zł w obie strony.
WSZYSTKIE LOTY W TEJ PODRÓŻY
W całej podróży odbyliśmy 7 lotów:
- Lot (1h) z Pragi do Frankfurtu
- Lot nocny z Frankfurtu do Johannesburga (nieco ponad 11h )
- Przylot na 2gi dzień do Johannesburga, następnie lokalny lot FlySafair za 240zł/os. do Victoria Falls (Zimbabwe)
- Po 3 nocach w Zimbabwe i wizycie w Zambii oraz Botswanie, lot powrotny liniami South African do Johannesburga
- Lot z Johannesburga do Kapsztadu (po odbyciu 4-5dniowego tripa wypożyczonym 4×4 [z Johannesburga trasa w kierunku Parku Krugera, Panorama Route, a następnie Hlane National Park w Eswatini po przekroczeniu granicy i powrót do Johannesburga granicą bliżej Mbabane])
- Po 3 dniach nocny lot z Kapsztadu do Frankfurtu liniami Condor (niecałe 12h )
- 1-godzinny lot z Frankfurtu do Pragi

PLAN WYJAZDU DZIEŃ PO DNIU
W wielkim skrócie PLAN naszego wyjazdu wyglądał następująco:
DZIEŃ 1-lot z Pragi do Frankfurtu (w Pradze byliśmy dzień wcześniej- dojechaliśmy tam pociągiem z Krakowa) + lot z FRA do Johannesburga
DZIEŃ 2– przylot do Johannesburga, odbiór bagażu i odprawa na lokalny lot do Victoria Falls, zwiedzanie Wodospadów Wiktorii z lądu
DZIEŃ 3 – lot helikopterem nad wodospadami Wiktorii, zjazd tyrolką w Zambii, prywatny kierowca w Zambii na objazdówce (zwiedziliśmy Railway Museum oraz Jewish Museum w Livingstone)
DZIEŃ 4 – całodniowa wycieczka zarezerwowana online przez popularną platformę ‘’get your guide’’ – Chobe National Park w Botswanie (safari w jeepach i na łódce)
DZIEŃ 5 – przelot do Johannesburga i odbiór auta 4×4 na lotnisku; 4 h jazdy do niesamowitego noclegu niedaleko Parku Krugera (info dalej)
DZIEŃ 6 – zwiedzanie Panorama Route samochodem; obowiązkowe punkty (takie minimum zwiedzania): Berlin Falls, Lisbon Falls, Bourke’s Luck Patholes, Lowveld Viewpoint z widokiem na kanion Blyde oraz Three Rondavels.
DZIEŃ 7 – Parku Krugera od godz. 6:00 – jazda samodzielna (self-safari); z powodu powodzi otwarte były tylko 3 bramy na południu parku: Numbi, Skukuza i Malalane.
Przejazd przez granicę z Malalane Gate do Parku Narodowego Hlane w Eswatini (ok. 2,5h), gdzie spaliśmy w domkach w sercu parku. Wieczorem był pokaz lokalnych tańców w campie.
DZIEŃ 8 – poranne safari (ok. 5:30) z przewodnikiem w poszukiwaniu zwłaszcza lwów i nosorożców. Po południu długi przejazd (6h) do Johannesburga przez stolicę, Eswatini – Mbabane. Nocleg blisko lotniska w Johannesburgu. Razem autem przez te 4 dni pokonaliśmy niecałe 1500km.
DZIEŃ 9 – poranny lot z Johannesburga do Kapsztadu. Odpoczynek po podróży na plaży Camps Bay Beach, a na zachód słońca – wyjazd kolejką linową na Górę Stołową i podziwianie górskich widoków i miasta z góry.
DZIEŃ 10 – po wczesnej pobudce odebrał nas nasz kierowca i zabrał do flagowych miejsc niedaleko Kapsztadu: Przylądka Dobrej Nadziei i Boulders Beach (słynnej plaży z kolonią pingwinów afrykańskich). Druga połowa dnia – przy hotelowym basenie.
DZIEŃ 11 – Lion’s Head (skała o wysokości 669m npm) o poranku z zachwycającymi widokami (na miejsce dojechałam Uberem/Boltem), następnie spacer spokojnymi plażami Clifton (Clifton 4, Clifton 3, i dalej). Potem kupno pamiątek niedaleko Green Market oraz spacer kolorową dzielnicą Bo-Kaap. Lot do Frankfurtu – ok. godz. 20:00.
DZIEŃ 12 – po porannym przylocie do Pragi z Frankfurtu – zarezerwowany wcześniej pociąg do Krakowa.
Wiele osób decyduje się na wynajem auta w RPA (Johannesburgu) i potem wyrusza nim do sąsiednich krajów: Botswany, Zambii i Zimbabwe. To opcja dla tych bez ograniczeń czasowych. Dla nas pokonanie trasy lądowej nie miało najmniejszego sensu [to niemal 1200km do Victoria Falls (naszego głównego celu) i minimum 15 godzin jazdy… Wybierając lot dotarliśmy na miejsce w 1h40min, a wszystkie atrakcje, które nas interesowały mieliśmy praktycznie pod nosem. Lot kosztował nas ok. 240zł/os.
W Zimbabwe, Zambii i Botswanie odwiedziliśmy tylko absolutne ”wizytówki” tych krajów: wodospady Wiktorii zlokalizowane na granicy 2 krajów oraz park narodowy Chobe. Absolutnym hitem był lot helikopterem nad wodospadami! Koszt to nieco ponad 600zł/os. + 27$/os. opłaty rządowej. Przejazd do wodospadów kosztował nas 10$ za taxi [podróżowaliśmy w 5tkę], przejazd do granicy z Zambią również 10$ za wszystkich – to tam część ekipy wybrała się na zipline przy Victoria Falls Bridge (wykupiony najpierw w lokalnym biurze, ale online można dorwać za ok. 50$) i pojechaliśmy za 30$ (za wszystkich) z kierowcą na objazdówkę Livingstone i okolicy.
Do parku Chobe w Botswanie wykupiliśmy wycieczkę całodniową za 612zł/os. z odbiorem z Zimbabwe (w którym spędziliśmy ogółem 3 noce).
Wracając do Johannesburga też lotem i chcąc potem zwiedzić słynny Park Krugera i małe państewko Eswatini trzeba już było wypożyczyć auto 4×4.
Po powrocie do Johannesburga, żeby znowu nie tracić czasu na pokonywanie ogromnych odległości zapakowaliśmy się do samolotu do Kapsztadu. W 2 godziny dolecieliśmy na miejsce, gdzie spędziliśmy ostatnie 3dni. W jednym z dni ogarnęliśmy kierowcę za ok. 50$ od osoby [Dżunior za pół ceny] i objechaliśmy z nim wszystkie interesujące nas punkty niedaleko Kapsztadu w 6 godzin (taka sama wycieczka z biura kosztowała ok.85$ od os).
PEREŁKI NOCLEGOWE Z BLISKOŚCIĄ DZIKIEJ ZWIERZYNY
Mamy takie nasze perełki noclegowe w tej podróży: miejsca, w których zwierzęta takie jak: zebry, żyrafy, pumby, antylopy kudu podchodziły niemal pod okna naszych pokoi czy domków.
Nocowanie w sercu parków narodowych wcale nie musi dużo kosztować i mamy na to dowody.
KHULULEKA SAFARIS LODGE [na terenie ‘’WILD FIG COUNTRY ESTATE/WILD FIG FARM’’ W WHITE RIVER NIEDALEKO KRUGER NATIONAL PARK, RPA] to nasze miejsce nr 1 jeśli chodzi o nocleg w tej podróży. Komfortowe i przytulne pokoje z werandą, grillem [braai], małym basenikiem, ogrodem i dzikimi zwierzętami przychodzącymi niedaleko późnym wieczorem. Nieruchomość jest na terenie zamkniętym, do którego trzeba się dostać pokazując strażnikowi przy bramie kod QR z telefonu ważny dokładnie tyle dni, na ile został wykupiony pobyt. Żeby dojechać do miejsca noclegowego po wjechaniu przez bramę trzeba kierować się autem powoli wyznaczonymi alejkami. Co chwilę zewsząd wyskakują przeróżne zwierzęta. Miejsce jest spokojne, idealne na relaks i wieczór przy grillu w otoczeniu przyrody. CENA: 107zł/os./noc! (cena nie zawiera śniadania i nie ma możliwości jego wykupienia).
Właścicielką jest Zelda, która ma męża pracującego w Parku Krugera obwożącego turystów po safari. Widząc, że mamy napiętą podróż i plan na 2dni na miejscu, zdecydowała się sama podjechać kolejnego dnia do głównego biura parku, żeby załatwić nam zezwolenia (wyniosły nieco ponad 260 ZAR za nas wszystkich) i zarezerwować wjazd w danych widełkach czasowych na jeszcze kolejny dzień.



NDLOVU CAMP w HLANE ROYAL NATIONAL PARK [ESWATINI] to nocleg w samym sercu parku narodowego. Spaliśmy tam w klimatycznych domkach bez prądu, gdzie do oświetlenia używaliśmy lamp naftowych. Był dostępny prysznic z ciepłą wodą, lodówka na gaz, aneks kuchenny. Łoże w pokoju było osłonięte moskitierą. Dodatkowo Dżunior dostał bezpłatnie swoje łóżeczko turystyczne. Do każdego domku przynależy ogródek z piaskownicą, a zwierzęta takie jak antylopy kudu same podchodzą bardzo blisko domków, a żyrafy, nosorożce, słonie czy hipopotamy widać z niedalekiej odległości na terenie campu. CENA noclegu to 164zł/os./noc. Mimo, że domki nie mają elektryczności na miejscu w osobno działającej restauracji, na recepcji i w sklepiku z pamiątkami można normalnie płacić kartą. W restauracji oprócz lunchu czy kolacji można też zamówić śniadania. Chęć odbycia safari zgłasza się również w recepcji, najlepiej 1 dzień wcześniej.


POZOSTAŁE NOCLEGI GODNE POLECENIA:
LIVINGSTONE LODGE , VictoriaFalls, Zimbabwe – przestronne pokoje, mały basenik, bar w ogrodzie ze śniadaniem w cenie (piwko czy kieliszek wina za 4-5$); klimatyczne i spokojne miejsce/ CENA: 100zł/os./noc 

EMERALD GUESTHOUSE, blisko lotniska w Johannesburgu – ze śniadaniem w cenie, basenem, placem zabaw dla dzieci, darmowym transferem na lotnisko / CENA: 88zł/os./noc
SUNSQUARE CAPE TOWN GARDENS, Kapsztad – 4-gwiazdkowy hotel z basenem w dobrej lokalizacji (1km od centrum), ze śniadaniami w cenie; W Kapsztadzie jest kilka hoteli z tej sieci. / CENA: 150zł/os./noc
MIEJSCA Z PRZYZWOITYM JEDZENIEM W POBLISKIEJ DLA NAS LOKALIZACJI:
ZIMBABWE:
‘’THE SOCIAL KITCHEN, VICTORIA FALLS’’ – restauracja zlokalizowana jakieś 700m od naszego miejsca pobytu (Livingstone Lodge) z bardzo smacznym jedzeniem i wymyślnymi szejkami owocowymi. W karcie menu m.in.: dania mięsne i część wegetariańskich, burger, pizza, menu dla dzieci.
THE SHRUB LODGE – miejsce noclegowe położone niemal obok Livingstone Lodge z czystą kuchnią i smacznymi daniami. Mają też menu dla dzieci z chrupiącymi paluszkami rybnymi i frytkami.
ZAMBIA:
ZAMBEZI CAFE – knajpa położona w Livingstone w Zambii, w której zjedliśmy lokalną rybę czy mięso z krokodyla.

BOTSWANA:
W Botswanie na lunch zawieziono nas do pięknego hotelu z drzewem baobabu wrośniętym w jego środek. To było zaraz przy rzece Chobe w pięknej scenerii. To stamtąd potem płynęliśmy na safari po rzece.
ESWATINI:
W Eswatini jedzenie w restauracji w Ndlovu Camp było całkiem w porządku. Można było zamówić zapiekany makaron, pizzę, żeberka, steka.
RPA:
W RPA niedaleko Khululeka Safaris Lodge mieliśmy knajpę Mugg&BEAN, w której jedliśmy pyszne śniadanie. Na kolację zapaliliśmy sobie braai i chłopaki przygotowały m.in. naprawdę miękkiego i smacznego steka ze strusia zakupionego w sieciówce WOOLWORTH’S (w tym sklepie były wszystkie najpotrzebniejsze dla nas produkty, w tym zawsze znalazło się coś dla Dżuniora – nawet gotowe dania w puszce jak np., spaghetti bolognese, czy inne makarony).
Miejsce na obiad/kolację w okolicy to restauracja Loose Mangoose.
W Kapsztadzie koniecznie musieliśmy spróbować słynnej buły GATSBY! Buła w postaci sporej podwójnej bagietki miała w środku jajko, kurczaka, miękkie frytki i inne drobniejsze dodatki. Schodząc z jednej z uliczek w centrum przy Green Market są lokalne bary (głównie takeaway), w których można zamówić różne wersje GATSBY’ego. Popularna jest wersja z lokalną kiełbaską lub parówką. Ogółem lokalna kiełbasa afrykańska sama w sobie to boerewors.
Restauracje w Kapsztadzie i okolicy:
– restauracja i bar na szczycie Góry Stołowej, gdzie można zamówić wino o tej samej nazwie: Table Mountain
– knajpki przy Camps Bay Beach po drugiej stronie Victoria Road
– Mariner’s Wharf w Hout Bay
– przy Cape Point: Two Oceans Restaurant z pięknym widokiem
– restauracja ZEPI GRILL&BUFFET w naszym hotelu [SunSquare Cape Town Gardens] serwowała wyśmienite owoce morza i mięso (dla dzieci też są opcje jak np. pizza)

Z trunków alkoholowych w każdym kraju udało się spróbować piwa lokalnego, ewentualnie wina (w RPA mają bardzo dobre wino). Popularny jest też Jagermeister zwłaszcza w RPA, ale lokalni lubią też pić tequilę czy whiskey.
GDZIE WYPOŻYCZYĆ SAMOCHÓD 4X4?
Na hasło KUUK&TRAVEL wypożyczycie w Johannesburgu w dobrej cenie auto 4×4 u Guy’a, który ma firmę ZEBRA 4×4 RENTAL. Mało tego nic Wam nie pobierze z karty przy wydaniu auta– wystarczy, że wspomnicie, że jesteście od nas (wielu z Was pyta o taką możliwość szukając firm nie blokujących środków na karcie). Jego nr whatsapp: +27 82 499 3719. Guy jest tak naprawdę Brytyjczykiem, ale mieszka w RPA już od 11 roku życia (nie ma go na poniższym zdjęciu:)).
KONTAKTY NA WHATSAPPIE DO ZAUFANYCH KIEROWCÓW (podajcie się na nas)
JONATHAN – kierowca z lotniska VictoriaFalls do Livingstone Lodge [cena 30$ zamiast 52$ za naszą 5tkę]. Nr whatsapp: +263 71 756 4454.
Standardowy kierowca zamówiony w miejscu pobytu [Livingstone Lodge] na recepcji pobiera 10$ za przejazd do bramy parku z wodospadami czy do granicy z Zambią [ta sama droga]. Weźcie to pod uwagę jak będziecie wracać np. z granicy z Zimbabwe – jak ktoś żądał 15-20$ mówiliśmy, że nie płaciliśmy wcześniej więcej niż 10$ i każdy się potem zgadzał na tą kwotę.
VIN (na zdjęciu poniżej)– kierowca w Zambii: obwiózł nas po Livingstone [naszym celem było Muzeum Kolejnictwa z pociągami brytyjskimi oraz Muzeum Żydowskie – wchodzi się na jednym bilecie – 15$/os.], a potem podwiózł na lunch do Zambezi Cafe w centrum miasta, gdzie zjedliśmy pyszną lokalną rybkę [BREAM-leszcz] oraz mięso z krokodyla. Cena kierowcy za objazd z Victoria Falls Bridge, gdzie skorzystaliśmy z tyrolki do Livingstone i z powrotem bliżej granicy z Zimbabwe to 30$ za nas wszystkich. Postawiliśmy mu obiad w Zambezi Cafe. Nr whatsapp do Vina: +260 979 155 192.

PAUL – kierowca w Kapsztadzie [pracuje dla Bolta, ale jest też pastoremJ], który pochodzi z ZimbabweJ Za 50$ od os. [Dżunior za pół ceny] obwiózł nas przez 6 godzin po najważniejszych atrakcjach poza Kapsztadem (głównie Cape of Good Hope, Cape Point, Boulders Beach, Windmill Beach) – w planie były też: Hout Bay z fokami czy przejazd malowniczą Champan’s Peak Drive, ale Dżunior padł nam ze zmęczenia i wrażeń i zdecydowaliśmy się wrócić do hotelu na odpoczynek. Nr whatsapp do Paula: +27 736 157 968.

WIZY / PRZYLOTY I PRZEKRACZANIE GRANICY LĄDOWEJ
Do Botswany, RPA oraz Eswatini obywatele Polski nie potrzebują wizy. Do Zimbabwe i Zambii można wykupić od razu na lotnisku tzw. wizę KAZA uprawniającą do wielokrotnego przekraczania granicy pomiędzy tymi państwami (koszt: 50$). Trzeba jednak uważać, zwłaszcza jeśli najdzie Was ochota odwiedzić pobliską Botswanę. Zostanie tam na noc i powrót do Zimbabwe/Zambii skutkuje wygaśnięciem wizy KAZA. Stąd zdecydowaliśmy się na całodniową wycieczką do Botswany do parku narodowego Chobe bez noclegu. Pełne 3 noce spędziliśmy w miasteczku VictoriaFalls w Zimbabwe.
Jeśli chodzi o przekraczanie granicy przy wjeździe do Eswatini płaci się jedynie ok. 30zł opłaty drogowej [road toll], a przy wjeździe do Botswany trzeba zostawić kopię aktu urodzenia dziecka [trochę się krzywili, że był po polsku, a nie po angielsku, ale przeszedł]. Co do opłat drogowych przy wjeździe do Botswany nic o takich nam nie wiadomo, gdyż jechaliśmy na jednodniową wycieczkę z lokalną firmą.

INFORMACJE PRAKTYCZNE
PORUSZANIE SIĘ
Generalnie w każdym ze wspomnianych krajów obowiązują podobne zasady jeśli chodzi np. o poruszanie się po zmroku. Raczej się tego unika, bezpieczniej jest zamówić taksówkę do hotelu niż szwendać się po ciemku. Podobnie odradza się podróżowania samochodem po ciemku. Jadąc z Johannesburga w kierunku Parku Krugera mieliśmy sytuację, że odwołano nam lot, a nowym zaproponowanym dotarliśmy dość późno, bo ok. 17:00 do Johannesburga. Po odebraniu auta mieliśmy jeszcze 4 godziny dojazdu do naszego miejsca noclegowego [Khululeka]. Mówiono nam, że to niezbyt bezpieczne jechać później po ciemku samochodem zwłaszcza w tamtych rejonach ze względu na dzikie zwierzęta wyskakujące na drogę i rzekome dziury w drodze (potholes). W rezultacie droga była całkiem w porządku (setki kilometrów do przejechania i do tego dzida do przodu), choć trzeba przyznać, że słabe oświetlenie i chwilowy deszcz trochę nas spowolniły, ale na szczęście żadna zwierzyna nie wskoczyła nam pod koła.

MALARIA
Sporo z Was pytało o MALARIĘ. Rzeczywiście wybraliśmy się do Zimbabwe, Zambii, Botswany i w okolice Parku Krugera w okresie malarycznym – porze deszczowej. Co prawda przed wyjazdem byliśmy na wizycie u lekarza medycyny tropikalnej i zdobyliśmy zapobiegawcze tabletki na malarię, ale po konsultacji z kilkoma lekarzami zdecydowaliśmy nie faszerować się tymi lekami: wymaga się zacząć kurację 1-2dni przed rozpoczęciem podróży, kontynuować przez całą podróż, a potem jeszcze tydzień brać codziennie tabletki. Przed podróżą zaopatrzyliśmy się w 2 rodzaje moskitier, BROS przeciw komarom podłączane do gniazdka, MUGGA w sprayu, a wieczorem staraliśmy się jeszcze nosić długie spodnie i rękawy. Podczas całej podróży Dżuniora i mnie pogryzł może jeden komar.. W Kapsztadzie z kolei już praktycznie zaczęła się pora sucha, więc tam w ogóle komarów nie było.
WYMIANA PIENIĘDZY/PŁATNOŚCI KARTĄ
W RPA powiedziano nam na lotnisku, że wszędzie zapłacimy kartą, ale akurat tak się zdarzyło, że w wielu miejscach przydała się gotówka. Natomiast dość spora prowizja jest pobierana w kantorach wymiany walut, więc wydaje się, że najkorzystniej wychodzi wyciągnięcie lokalnej waluty z bankomatu z karty Revolut lub podobnej. W Zimbabwe i Zambii najczęściej płaciliśmy gotówką za przejazdy – dolarami amerykańskimi, a kartą w restauracjach. W Eswatini – bez problemu kartą, podobnie jak w Botswanie.
CIEKAWOSTKI NA TEMAT ODWIEDZONYCH KRAJÓW
(Jeśli chcesz przejść od razu do kosztów całej podróży, przescrolluj dalej :D)
ZIMBABWE – nasz kraj nr 96: Naszym głównym celem na miejscu były Victoria Falls. Wodospad można oglądać z 3 perspektyw: z lądu, z wody i z helikoptera. Nam udało się go zobaczyć z lądu i z helikoptera. Na wersję z łodzi był zbyt wysoki poziom wody i poziom jej wzburzenia. Udało nam się wstrzelić w okno pogodowe na helikopter (podczas deszczu loty helikopterem są odwoływane). Taką wycieczkę wraz z odbiorem z hotelu wykupiliśmy na ”get your guide”. Istotny dla nas był wybór opcji, gdzie akceptują dzieci poniżej 6 lat. Lecąc w 5tkę mieliśmy cały helikopter dla siebie:)


Kilka faktów o Zimbabwe:
– ludność: 20mln
-stolica: Harare
-prezydent: Emmerson Mnangagwa
-waluta: używają dolarów amerykańskich, ale rząd próbuje z opornym skutkiem z powrotem wprowadzić lokalną walutę Zimababwe Gold
-Zimbabwe zasłynęło z hiperinflacji z lat 2008-2009, kiedy to drukowano banknoty o wartości bilionów dolarów
-kraj słynie z ogromnych zasobów surowców: kamieni szlachetnych, złota
-status języka urzędowego ma aż 16. języków, w tym angielski
-najsłynniejsza atrakcja: Wodospady Wiktorii (jeden z 7miu naturalnych cudów świata), czyli w lokalnym języku plemienia Kololo: Mosi-oa-Tunya: „Mgła, która grzmi”; wodospad ma 1,7km szerokości i ponad 100m wysokości, a powstał przez wlewanie się wody z rzeki Zambezi do szczelin tektonicznych (szczeliny te rozrywają kontynent Afryki na 2 części).
-parki narodowe na safari: Hwange i Mana Pools. 
ZAMBIA – nasz kraj nr 95: Oprócz zjazdu tyrolką przy Victoria Falls Bridge w Zambii wybraliśmy się też do Livingstone (nazwa miasta to nazwisko Davida, Szkota, który w 1855r. ”odkrył” wodospady). Warto tam odwiedzić Muzeum Kolejnictwa z pociągami z końcówki XIX w i później oraz Muzeum Żydowskie (Zambia za czasów “hitlerowskich” była azylem dla Żydów: to tam sporo z nich się osiedliło, zainwestowało pieniądze i rozwinęło swoje biznesy).

Kilka faktów o Zambii:
-ludność: 20mln
-stolica: Lusaka
-prezydent: Hakainde Hichilema
-waluta: kwacha (czyt. kłacza; 1$=20k)
-główny eksporter miedzi w Afryce
-najsłynniejsza atrakcja: Wodospady Wiktorii na granicy z Zimbabwe; często oferuje się wycieczki do tzw. Devil’s Pool (głównie w porze suchej), gdzie można wejść do wody na górę wodospadu trzymając się liny i podziwiać widoki z wysokości; po stronie zambijskiej wodospad jest widziany z perspektywy ”od tyłu”. Słynne są również parki narodowe: Kasanka, Dolnej Zambezi i Południowego Luangwa.
-Victoria Falls Bridge- most na granicy 2 państw o długości niemal 200m, wzdłuż którego poprowadzono zipline, można tez skorzystać ze skoku na bungee


BOTSWANA – nasz kraj nr 96.
Do Botswany wykupiliśmy 1-dniową wycieczkę na safari do Parku Narodowego Chobe. Odebrano nas z Zimbabwe o 7:00, z którego mieliśmy 1,5h dojazdu do atrakcji. Najpierw w planie była jazda jeepami w poszukiwaniu dzikiej zwierzyny z przerwą na kawę, następnie lunch nad rzeką Chobe oraz rejs łódką po rzece w poszukiwaniu zwierząt. Udało się zobaczyć: żyrafy, słonie, hipopotamy, pumby (guźce afrykańskie), krokodyle, warana, różne ptaki, w tym żółtodziobego bociana czy Kori Bustarda (narodowgo ptaka Botswany). Co do dzikich kotów udało się tylko wytropić ślad jednego osobnika.
Koszt całej wycieczki z wyżywieniem: 612zł, koszt wstępu do Parku: 25$ (dla dzieci poniżej 8r.ż.- gratis).



Kilka faktów o Botswanie:
-tylko 2,5 mln ludności
-stolica: Gaborone
-prezydent: Duma Boko
-jeden z bezpieczniejszych i najstabilniejszych krajów w regionie
-parki narodowe zajmują 17% powierzchni kraju
-70% terytorium zajmuje pustynia Kalahari
-waluta: pula (13 BWP= 1$)
-górnictwo: wydobycie diamentów (światowy lider), oraz turystyka to główne gałęzie gospodarki (Delta Okawango, Chobe)
-Botswana posiada najkrótszą na świecie granicę z Zambią (150 metrów) na rzece Zambezi.


Nasz kraj nr 97: ESWATINI
Do jeszcze niedawna nazywany Suazi (oficjalna zmiana nazwy nastąpiła w 2018 roku) to jeden z najmniejszych krajów Afryki.
Dostaliśmy się tam granicą lądową samochodem 4×4 jadąc od Parku Krugera w RPA do Hlane Royal National Park– największego parku narodowego Eswatini, gdzie nocowaliśmy w chatkach (klimatycznych bez prądu, za to z lampami naftowymi) w samym sercu wspomnianego parku. Bliskość zwierząt takich jak nosorożce, hipopotamy, antylopy czy żyrafy to było niesamowite doświadczenie.
Niestety deszcze przez ostatnie 2 tygodnie doprowadziły do zamknięcia parku, a dzień naszego przyjazdu to byl dopiero 2gi dzień sloneczny (mieliśmy więc fuksa). Samodzielne safari dalej było niemożliwe, a na wykupione z przewodnikiem safari nie mogliśmy zabrać Dżuniora (ograniczenie wiekowe: akceptują dzieci powyżej 6 r.ż., a Dżunior ma 4 lata). Na game drive z przewodnikiem/safari wybraliśmy się wiec w 3kę, a Kuduk został z Dżuniorem w campie (nazwa campu to Ndlovu Camp- czyli w lokalnym języku: “obóz słonia”).
Safari o poranku było fenomenalne głównie ze względu na napotkane lwy, ktore byly bardzo blisko nas, ale spotkaliśmy też żyrafy, słonie, warany/jaszczury, antylopy, sępy, kingfishera (po pol. zimorodka) i inne kolorowe ptaki. Czas trwania to 2,5h a koszt: 120zł.
To jeden z najbiedniejszych krajów Afryki. Krajem rządzi król, który słynie z rozrzutności: sporo kasy idzie na wygody jego 15 żon (co roku podczas specjalnej ceremonii wybiera kolejną dziewicę, która staje się jego pełnoprawną żoną jeśli zajdzie w ciążę). Ma oczywiście wiele dzieci.



Kilka faktów o Eswatini:
– ludność to 1,2mln ludzi
-stolica kraju i 2gie największe miasto: Mbabane
-języki oficjalne: angielski i siswati
-waluta: lilangeni (SZL) podobny w przeliczeniu do randa południowoafrykańskiego
-religia: protestantyzm
-ustrój: monarchia absolutna
-gospodarka oparta na rolnictwie i przemyśle powiązanym z RPA


Nasz kraj nr 98: RPA [Republika Południowej Afryki] i najbardziej wyczekiwany kierunek w tej podróży!
Kilka faktów o RPA:
– ludność: 60mln; ok. 80% ludności stanowią czarnoskórzy, 9% koloredzi (‘’mieszani’’) oraz tylko 8%-biali
– stolice: Pretoria (władza wykonawcza), Kapsztad (władza ustawodawcza), Bloemfontein (władza sądownicza)
– prezydent: Cyril Ramaphosa
– waluta: ZAR/ rand
– 11 języków urzędowych: m.im. afrikaans, angielski, xhosa
– główna religia – protestantyzm
– wyzwania: wysoki poziom nierówności społecznej, wysoki odsetek zachorowań na HIV, bezrobocie, ubóstwo, korupcja
– kraj z najwyższym PKB w całej Afryce
– światowy gigant wydobywczy złota, platyny (1. miejsce na świecie) i diamentów
– wydobycie chromu (1.miejsce), wanadu (1.miejsce), manganu (2.miejsce), rud tytanu (3.miejsce)
– wydobywany w RPA węgiel kamienny obejmuje aż 80% zasobów Afryki (6.miejsce na świecie)
– RPA słynie też z produkcji dobrego wina
– najsłynniejsza atrakcja: Kruger National Park
Nasze 3 MUST-SEE w RPA: [Kapsztad | Park Narodowy Krugera | Panorama Route
Kapsztad /Cape Town, 4,5-milionowe miasto i jedna ze stolic RPA (bo jest ich aż 3!) urzekła nas najbardziej. W Kapsztadzie i okolicy spędziliśmy 3dni, choć minimum 7dni by się przydało. Plusy Kapsztadu to masa zieleni, niesamowite plaże, wiele szlaków trekkingowych i punktów widokowych, pyszna kuchnia, przyjazne ceny w hotelach, restauracjach, sklepach, dostępność wielu produktów spożywczych oraz opcji dla dzieci, bliskość zwierząt takich jak strusie, pingwiny afrykańskie, małpy, lwy morskie, wieloryby, delfiny, itd., tętniące życiem miasto z pięknymi, kolorowymi dzielnicami, ale to także jedno z większych czystszych miast.
Za jeden z poważnych minusów Kapsztadu uważa się wciąż wysoki wskaźnik przestępczości (jak nie jeden z najwyższych na świecie, choć w RPA to Johannesburg jest na podium) – ale tu jedna uwaga: trzeba wiedzieć jakich miejsc unikać (m.in.townships/prościej: slamsów, gdzie została wysiedlona lokalna czarnoskóra ludność, oddalonych kawałek od centrum). Ale nie tylko tam zdarza się być niebezpiecznie: poruszanie się po ciemku też nie jest wskazane, ale to w wielu miejscach w Afryce tak jest. W miejscach, gdzie my się poruszaliśmy było sporo oficerów policji pilnujących porządku, ale zdarza się masa zaczepiających typków chcących sprzedać to i owo na poprawę humoru 😀
Mało tego mimo zniesienia segregacji rasowej w społeczeństwie wciąż można odczuć jej skutki – to kwestia już mocno zakorzeniona w społeczeństwie. Poza tym skrajności: od bogatych dzielnic po slamsy jak i bieda widoczna praktycznie na każdym rogu miejskiej ulicy.

Z Kapsztadu musieliśmy zajrzeć na:
– Przylądek Dobrej Nadziei (Cape of Good Hope) i Cape Point (wyjechaliśmy tam kolejką naziemną),
– plażę Boulders i Windmill w Simon’s Town (żeby zobaczyć słynne pingwiny afrykańskie).
Czasowo nie wyrobiliśmy z kilkoma innymi miejscami, jak m.in.Hout Bay, Przylądek Igielny czy Duiker Island, ale jest po co wracać. Kapsztad miejscami przypomina nam ukochane Rio de Janeiro.
W samym Kapsztadzie nie mogłam sobie odpuścić wyjścia na choć jedną ze skałek i padło na Lion’s Head (samotne wyjście z masą zdjęć po drodze zajęło mi 1h, widoki nieziemskie, na szlaku są klamry, łańcuchy, drabinki).
Jedne z piękniejszych plaż to: plaże Clifton (Clifton 4th, 3rd, 2nd, 1st) i plaża Camps Bay. Jedna z piękniejszych dzielnic miasta to dzielnica Bo-Kaap z kolorowymi domkami symbolizującymi wolność i radość po zniesieniu ograniczeń, oraz z architekturą sprzed 1850r. (z najstarszymi meczetami w kraju – w końcu to oryginalnie dzielnica muzułmańska).
Do znanych ogrodów KIRSTENBOSCH nie dotarliśmy. Trzeba było znaleźć czas przecież na potrzeby Dżuniora i reszty ekipy: plaża, basen w dobrym hotelu.
Nasza atrakcja must-see: widoki z Góry Stołowej: można wyjść na nią w ok.2h lub wyjechać kolejką skonstruowaną przez Szwajcarów (wyjazd zajmuje 3min, bilet w obie strony to ok.92zł. Można kupić online, w automatach na miejscu lub w okienku).
KRUGER NATIONAL PARK to był nasz główny cel w RPA. To tam pierwszy raz sami odbyliśmy safari. Warto wspomnieć, że park jest tak ogromny, że swoją wielkością można go porównać do Izraela. Niestety powodzie w ostatnim czasie spowodowały zamknięcie większej części parku, ale i tak mimo wielu ograniczeń i zamkniętych dróg udało nam się spotkać wiele zwierząt: hieny, lwa, zebry, żyrafy, słonie, kolorowe ptaki, antylopy, gady, itd. Zezwolenie na wjazd i rezerwacja na konkretną godzinę wjazdu wyniosły nas ok. 60zł za wszystkich, natomiast wstęp za osobę dorosłą: 605ZAR, czyli 135zł (za Dżuniora płaciliśmy połowę). Na terenie parku są place zabaw i fajna restauracja : STATION RESTAURANT (przy Skukuza Gate), w której serwują m.in. smaczne śniadania.

PANORAMA ROUTE to trasa, którą warto przejechać i zwiedzić chociaż 5 jej punktów: jak słynne wodospady Berlin, Lisbon i oczywiście kanion Blyde (3ci największy kanion świata) z punktami widokowymi oraz Bourke’s Luck Potholes, gdzie chodząc po skałach i mostkami można pooglądać pięknie wyrzeźbione formacje skalne, różne kolory wodnego żywiołu i porobić zdjęcia imponującego kanionu. Cała trasa zajmuje około 5 godzin jeśli chcemy na spokojnie pozwiedzać każde z miejsc. Wodospady Lisbon i Berlin są zaraz przy parkingu – nigdzie nie trzeba specjalnie chodzić. Wstęp na każdy z wodospadów to 50ZAR, na Lowveld Viepoint przy kanionie Blyde nic się nie płaci, natomiast na 3 Rondavels: 23zł, a na Bourke’s Luck Potholes: 28zł.


KOSZTY CAŁEJ PODRÓŻY W PRZELICZENIU NA 1 OSOBĘ DOROSŁĄ:
WSZYSTKIE LOTY (7) – 3400-4000zł (cena zależna od wykupionego bagażu rejestrowanego czy rezerwacji miejsc)
KOSZTY PRZEJAZDÓW W ZIMBABWE I ZAMBII: 26$ (94zł)
WYPOŻYCZENIE SAMOCHODU NA 4 DNI + PALIWO NA 1500KM + opłaty drogowe– 520zł
KOSZTY UBERÓW/BOLTÓW W KAPSZTADZIE – 35zł
ZIPLINE/TYROLKA nad mostem VictoriaFalls – 60$ (215zł/ale da się załatwić za 50$)
KOSZTY WYCIECZEK PÓŁDNIOWYCH/CAŁODNIOWYCH – 600zł (Chobe w Botswanie) + 50$/180zł (okolice Kapsztadu) = 780zł
WSTĘPY NA PRZYLĄDEK DOBREJ NADZIEI I PLAŻĘ Z PINGWINAMI – 515 ZAR + 245 ZAR = 167zł
KOLEJKA LINOWA NA GÓRĘ STOŁOWĄ W OBIE STRONY – 92zł
KOLEJKA NAZIEMNA NA CAPE POINT I Z POWROTEM – 115ZAR / 25zł (Dżunior-darmowy przejazd)
WSTĘPY NA SAFARI – 350zł [3 parki: Chobe, Kruger, Hlane]
WSTĘPY NA PANORAMA ROUTE – 70zł
WSTĘPY DO MUZEÓW [ZAMBIA] – 15$ (54zł)
WSTĘPY NA WODOSPADY DROGĄ LĄDOWĄ [ZIMBABWE] – 50$ (180zł)
KOSZT HELIKOPTERA – 618zł + opłata rządowa – 27$ (97zł)
JEDZENIE (w większości obiadów i kolacji) – średnio 30zł za danie z napojem; w większości noclegów śniadanie było w cenie, a w cenie safari w Botswanie był obiad; zdarzało nam się w trasie też zahaczyć o Mc Donalda czy KFC (15zł/zamówienie), żeby zbytnio nie tracić czasu; ok. 500zł
NOCLEGI – razem 9 różnych opcji od guesthouse’u, domku bez prądu w parku narodowym aż do 4-gwiazdkowego hotelu (większość opcji już z wlicoznym śniadaniem i nierzadko chociaż małym basenem czy ogrodem): 1066zł za 9dni
WIZY – 50$ (180zł)
KARTA eSIM (nie polecamy karty na Eswatini-nie działała, wystarczy karta na RPA,a tak to jechaliśmy na mapach offline) – 5GB za 11,50euro = 49zł
RAZEM (na osobę dorosłą): od 8157 – 9000zł (nie wszyscy z naszej ekipy korzystali z zipline’a czy safari z przewodnikiem w Eswatini i nie każdy miał duży bagaż czy rezerwację miejsc w samolocie).
Do tego trzeba doliczyć oczywiście pamiątki, dodatkowe trunki, lody).
Za pociąg do Pragi i z powrotem zapłaciliśmy 250zł od osoby (Dżunior za darmo). Wiele opcji powyżej było ze zniżką albo za darmo dla Dżuniora (młody ma 4 latka). Za darmo były np. wstęp do Parku Narodowego Chobe w Botswanie, kolejka naziemna na Cape Point, wstępy na punkty na Panorama Route, wstęp do Muzeum Kolejnictwa i Muzeum Żydowskiego w Zambii i naturalnie: Dżunior nie zjeżdżał na tyrolce 😛 (nie mógł też odbyć porannego safari z przewodnikiem w Eswatini ze względu na wiek). W wielu miejscach nie dopłacaliśmy też za nocleg dla niego – rezerwowaliśmy często pokoje 2-osobowe z łóżkiem małżeńskim (a w Hlane Royal National Park do domku dostarczono nam łóżeczko turystyczne gratis).
Wstępy liczone przez pół dla dziecka to wyjazd kolejką linową na Górę Stołową w Kapsztadzie, wstęp do Karku Narodowego Krugera, bilet na Victoria Falls, Boulders Beach czy Cape of Good Hope (Przylądek Dobrej Nadziei).

PODSUMOWANIE
Przed wyjazdem mieliśmy wiele obaw w kwestii malarii, bezpieczeństwa, dostępności jedzenia, cen czy nawet jak odnajdziemy się jeżdżąc po Afryce lewą stroną (we wszystkich tych krajach obowiązuje ruch lewostronny. Niby mieliśmy praktykę po pobycie w Australii czy na Malcie, ale to szmat czasu temu). Zaskoczyły nas całkiem dobre standardy w restauracjach czy miejscach noclegowych, dobre jedzenie, niesamowita bliskość zwierząt (w drodze do noclegu można było spotkać pawiany, słonie, bawoły, góralki czy mangusty) i przyjaźni ludzie. Z racji pory deszczowej (poza Kapsztadem, gdzie zaczęła się pora sucha) w wielu miejscach byliśmy niemal sami, jak np. przy słynnych Victoria Falls. To była piękna przygoda pełna wrażeń. Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny lub chciał(a)byś coś dodać lub o coś zapytać, śmiało skomentuj:)






